niedziela, 4 stycznia 2015

Piesio i Katia & Niki











Na początku grudnia miała wizytę kuzyna ze Szwecji z córką, uczuloną na koty. Zabrałam więc kocie łóżeczko do mojej sypialni, kuwetę do dolnej łazienki i pozamykałam starannie drzwi do pokoi przeznaczonych dla gości.
Kotki bardzo chciały się dostać do swojego pokoju, ale miałam nadzieję, że ululają się jakoś u mnie. Nic z tego; około północy kociaki zaczęły harce na moim łóżku i byłam zmuszona wyrzucić je z ich legowiskiem do salonu.
Po odjeździe gości weszli hydraulicy przerabiać rury w mojej łazience, a potem – glazurnik, aby skuć starą glazurę i położyć nową.
Człowiek całe życie się uczy i głupi umiera. Już raz przechodziłam przez taki remont łazienki w starej części domu, ale wtedy nie przypominam sobie takiego bałaganu. Wszędzie pył, kurz i brud, gdyż do mojej łazienki trzeba przejść przez wszystkie moje pokoje.
Moje zwierzaki - zaciekawione - koniecznie chciały wszędzie wejść i zobaczyć i roznosiły to wszystko na łapach. Syf pierwszej klasy. A w tym wszystkim ja – złożona na korzonki nerwowe, na zwolnieniu i zastrzykach przeciwzapalnych.
Na początku codziennie podmiatałam i przecierałam podłogę mokrą szmatą, ale potem straciłam zapał; nigdy nie byłam zwolenniczką głupiego roboty.
Gdy remont się u mnie zakończył na 5 dni przed Wigilią, w pierwszej kolejności ogarnęłam jakoś koci pokoik, żeby moje pociechy mogły wreszcie w swoich pieleszach zamieszkać po prawie 3 tygodniach.
W sobotę, gdy zakończyłam porządki po 10 godzinach sprzątania, kilku praniach (narzuty, koce, ubrania itp. wszystko było zakurzone) - byłam sztywna ze zmęczenia. Tylko dzięki dopiero co zakończonym zastrzykom trzymałam się na nogach.
Przygotowując się do Wigilii, która miała być u mnie, ściągnęłam ze strychu choinkę i tu pojawił się problem: jak zareagują na nią Katia i Niki. Tyle bombek, świecidełek, włosia anielskiego – istny raj dla kociaków. Moje poprzednie koty nie przejawiały nigdy zainteresowania choinkami; przez te wszystkie lata tylko jedna bombka została stłuczona, gdyż Misia zaczęła nią kołysać i bombka spadła z zapinki. Przezornie wstawiłam choinkę we wnękę przy szafie w sypialni, ale kotki zauważyły ją i musiałam je płoszyć, gdy tylko słyszałam podejrzane dźwięki poruszanych ozdóbek.

W Wigilię, zamknęłam koty na piętrze, żeby można było spokojnie zjeść kolację. Po daniach zimnych wypuściłam je i oddałam na ich pastwę paczki z prezentami. Ach, te wstążeczki, szeleszczące papiery… Niki zdewastował jakąś paczkę, bo się położył na niej; nic się nie stłukło, na szczęście.  
Sama choinka zainteresowała kociaki dopiero po wyjściu gości. Jest niewielka (ok. 70 cm) i stoi zwykle na bufecie, między kolumnami. I to ją uchroniła przed upadkiem. Ale kotki często wskakiwały na kolumny, żeby polować na łańcuchy i lametę. I nadal to robią, aczkolwiek spowszedniała im już trochę. Po Trzech Królach sprzątnę dekorację i będzie spokój.

Od kilku dni, wychodząc do pracy, zostawiam Piesia i koty razem. Do tej pory Piesynek zostawał w mojej sypialni, a kociaki w 2 pokojach, ale mojej sypialni nie ogrzewam i szkoda mi mojej wiekowej suni, żeby marzła; ona jest takim ciepluszkiem. Doszłam do wniosku, że Katia i Niki są już duże i Piesio nie zrobi im krzywdy; jednocześnie potrafi warknąć na koty, jeśli będą zbyt nachalne. Na razie wszystkie moje czworonogi żyją i mają się dobrze.

Na Sylwestra byłam zaproszona do mojej koleżanki do Brwinowa. Z Piesiem, bo pamiętałam, że w ubiegłym roku bardzo się bał wybuchów. Potem jednak stwierdziłam, że po ciemku nie trafię tam, gdyż źle widzę i przełożyłyśmy spotkanie na 3 stycznia.
Czytałam sobie i objadałam się smakołykami. Kanonada na zewnątrz nie była tak męcząca, jak rok wcześniej, zresztą starałam się Piesia nie wypuszczać na zewnątrz.
O północku otworzyłam owocowy napój alkoholizowany, wypiłam kieliszek i posmarowałam moim zwierzakom nosy. Złożyłam im życzenia i zadzwoniłam z życzeniami do koleżanki.

W międzyczasie Katia i Niki wskoczyli na parapet południowego pokoju i obserwowali rozbłyskujące się na niebie fajerwerki. Niektóre były dość widowiskowe i kotki z zaciekawieniem je oglądały. Z oddali nie było słychać huku wystrzałów, więc się nie bały. Ale widać było, że są już zmęczone, bo normalnie o tej porze moje kitulki już dawno śpią.
Gdy przed 1:00 szykowałam się spać, bez oporu pozwoliły się położyć do łóżeczka.

Piesio i Katia & Niki









Czas leci jak z bicza strzelił. Był październik, teraz już styczeń 2015, a ja długie miesiące nie pisałam nic o moich zwierzakach.
Moje kotki już są duże – mają prawie 8 miesięcy.
Dopóki było cieplej wypuszczałam je do ogrodu, ale niestety moi podopieczni nie reagują na żadne wołania i kiciania. Katia, na ogół, wcześniej przychodziła, bo, podejrzewam, było jej zimno. Ona jest nadal smukła i długonoga i nie ma tłuszczyku za grosz. Niki jest bardziej korpulentny i - z uwagi na żarłoczność – ma trochę naturalnego cieplika, więc potrafił mi zniknąć na ponad godzinę. Na moje nawoływania tylko wzruszał ramionami i oddalał się w inną stronę. Kilka razy zostawiłam go na zewnątrz i pojechałam na zakupy do Auchan; bardzo chętnie wracał potem do domu, bo mu pewnie 4 litery zmarzły.
Zakupiłam im piękne aksamitne obróżki z dzwoneczkami: czerwoną dla Katii i granatową dla Nikiego; kicia wygląda w swojej po prostu prześlicznie. Kitulek zgubił swoją gdzieś na spacerze. Zakupiłam mu nową, tym razem już czarną z brylantami w supermarkecie i też ją zgubił. Potem się okazało, że obydwie zostały zaczepione na sztachecie ogrodzenia, przy podmurówce; Niki - jako mały kotek - przechodził na  dalsze spacery tamtędy pod ogrodzeniem i próbował się przecisnąć tą samą drogą jako podrostek.

Moje kotki nabrały zwyczaju wchodzenia na moje łoże, gdy już umyta i odziana w szlafrok się na nim usadowię. Niki pakuje mi się wtedy na nogi i zaczyna ugniatać, po czym zwija się w kłębek i zasypia. Katia na początku bardzo się wtedy nudziła i biegając po mojej sypialni,  pokwękiwała, szukając miejsca, gdzie jeszcze nie wskoczyła. Była już na szafie, na moim lustrze od toaletki; spogląda tęsknie na lampę wiszącą.  Ostatnio jednak układa się obok Nikity na moich kolanach i albo zasypia, albo wylizuje karczek swojego brata.

Pod koniec października – Niki zaczął wykazywać nadmierne zainteresowanie podogoniem swojej siostry. Zadzwoniłam do Lecznicy, żeby się spytać, czy to możliwe, żeby mój malutki Niki już dojrzał i kazano go przywieźć, celem obejrzenia klejnotów. Wsadziłam więc kitulka do kontenerka i pojechaliśmy z Piesiem (oczywiście). Konsylium Vetów obadawszy Nikitę – stwierdziło, że już się nadaje. Nie ustalałam jeszcze terminu i wróciliśmy do domu.
Wieczorem, kiedy Niki przyszedł jak zwykle na moje łóżko i położył się na moich piernatach, stwierdziłam, że on jest jeszcze taki mały, ma dopiero 6 miesięcy i szkoda go już kroić. Postanowiłam odłożyć sterylizację kitulka o kilka tygodni.
Aliści, byłam kilka dni później w Lecznicy po karmę dla Piesia i postraszono mnie, że Katia może mieć niezauważalną dla mnie ruję, którą Niki wyczuje i mogę się dorobić niechcianych kociąt.
Więc już odłożyłam moje sentymenty na bok i umówiłam się na operację na sobotni poranek 8 listopada.
Zawiozłam kotka na czczo tuż po 8:00 rano i poprosiłam, żeby go za długo nie trzymali w oczekiwaniu, bo on zawsze był w Lecznicy z Katią i teraz pomiaukiwał żałośnie samiutki w kontenerku.
Dali mu więc od razu głupiego Jasia i obiecali zadzwonić, jak tylko Niki będzie do odbioru.
Przywiozłam go po 11:00, w kołnierzu hiszpańskim, bo bardzo sobie tą dupinę chciał wylizywać.
Ten pierwszy dzień był dla kitulka najgorszy, bo ciągle się o coś zawadzał tym chomontem. Jeść mógł na szczęście, bo miseczka mieściła się w kołnierzu. Drugiego dnia było lepiej, bo już nawet trochę się z Katią bawił. Na moment zresztą się uwolnił z kołnierza, bo o coś zaczepił. W trzecim dniu pozbył się kołnierza, więc zadzwoniłam do Lecznicy, żeby zapytać, czy mam go nadal ubierać w ten rekwizyt. Poinformowano mnie, że jeśli nie będzie starał się wylizywać ranki, to można go zostawić w spokoju. Niki nigdy nie był specjalnym czyściochem, a ranka mu już nie dokuczała, więc do wizyty kontrolnej pozostawiłam go wolnego i swobodnego. Na wizycie okazało się, że ranka dobrze się goi, więc oddałam kołnierz i kitulek biegał sobie już luzem.