Na
początku grudnia miała wizytę kuzyna ze Szwecji z córką, uczuloną na koty.
Zabrałam więc kocie łóżeczko do mojej sypialni, kuwetę do dolnej łazienki i
pozamykałam starannie drzwi do pokoi przeznaczonych dla gości.
Kotki
bardzo chciały się dostać do swojego pokoju, ale miałam nadzieję, że ululają
się jakoś u mnie. Nic z tego; około północy kociaki zaczęły harce na moim łóżku
i byłam zmuszona wyrzucić je z ich legowiskiem do salonu.
Po
odjeździe gości weszli hydraulicy przerabiać rury w mojej łazience, a potem –
glazurnik, aby skuć starą glazurę i położyć nową.
Człowiek
całe życie się uczy i głupi umiera. Już raz przechodziłam przez taki remont
łazienki w starej części domu, ale wtedy nie przypominam sobie takiego
bałaganu. Wszędzie pył, kurz i brud, gdyż do mojej łazienki trzeba przejść
przez wszystkie moje pokoje.
Moje
zwierzaki - zaciekawione - koniecznie chciały wszędzie wejść i zobaczyć i
roznosiły to wszystko na łapach. Syf pierwszej klasy. A w tym wszystkim ja –
złożona na korzonki nerwowe, na zwolnieniu i zastrzykach przeciwzapalnych.
Na
początku codziennie podmiatałam i przecierałam podłogę mokrą szmatą, ale potem
straciłam zapał; nigdy nie byłam zwolenniczką głupiego roboty.
Gdy
remont się u mnie zakończył na 5 dni przed Wigilią, w pierwszej kolejności ogarnęłam
jakoś koci pokoik, żeby moje pociechy mogły wreszcie w swoich pieleszach
zamieszkać po prawie 3 tygodniach.
W
sobotę, gdy zakończyłam porządki po 10 godzinach sprzątania, kilku praniach (narzuty,
koce, ubrania itp. wszystko było zakurzone) - byłam sztywna ze zmęczenia. Tylko
dzięki dopiero co zakończonym zastrzykom trzymałam się na nogach.
Przygotowując
się do Wigilii, która miała być u mnie, ściągnęłam ze strychu choinkę i tu
pojawił się problem: jak zareagują na nią Katia i Niki. Tyle bombek, świecidełek,
włosia anielskiego – istny raj dla kociaków. Moje poprzednie koty nie
przejawiały nigdy zainteresowania choinkami; przez te wszystkie lata tylko
jedna bombka została stłuczona, gdyż Misia zaczęła nią kołysać i bombka spadła
z zapinki. Przezornie wstawiłam choinkę we wnękę przy szafie w sypialni, ale
kotki zauważyły ją i musiałam je płoszyć, gdy tylko słyszałam podejrzane
dźwięki poruszanych ozdóbek.
W
Wigilię, zamknęłam koty na piętrze, żeby można było spokojnie zjeść kolację. Po
daniach zimnych wypuściłam je i oddałam na ich pastwę paczki z prezentami. Ach,
te wstążeczki, szeleszczące papiery… Niki zdewastował jakąś paczkę, bo się
położył na niej; nic się nie stłukło, na szczęście.
Sama
choinka zainteresowała kociaki dopiero po wyjściu gości. Jest niewielka (ok. 70
cm) i stoi zwykle na bufecie, między kolumnami. I to ją uchroniła przed
upadkiem. Ale kotki często wskakiwały na kolumny, żeby polować na łańcuchy i
lametę. I nadal to robią, aczkolwiek spowszedniała im już trochę. Po Trzech
Królach sprzątnę dekorację i będzie spokój.
Od
kilku dni, wychodząc do pracy, zostawiam Piesia i koty razem. Do tej pory
Piesynek zostawał w mojej sypialni, a kociaki w 2 pokojach, ale mojej sypialni
nie ogrzewam i szkoda mi mojej wiekowej suni, żeby marzła; ona jest takim
ciepluszkiem. Doszłam do wniosku, że Katia i Niki są już duże i Piesio nie
zrobi im krzywdy; jednocześnie potrafi warknąć na koty, jeśli będą zbyt
nachalne. Na razie wszystkie moje czworonogi żyją i mają się dobrze.
Na
Sylwestra byłam zaproszona do mojej koleżanki do Brwinowa. Z Piesiem, bo
pamiętałam, że w ubiegłym roku bardzo się bał wybuchów. Potem jednak
stwierdziłam, że po ciemku nie trafię tam, gdyż źle widzę i przełożyłyśmy
spotkanie na 3 stycznia.
Czytałam
sobie i objadałam się smakołykami. Kanonada na zewnątrz nie była tak męcząca,
jak rok wcześniej, zresztą starałam się Piesia nie wypuszczać na zewnątrz.
O
północku otworzyłam owocowy napój alkoholizowany, wypiłam kieliszek i
posmarowałam moim zwierzakom nosy. Złożyłam im życzenia i zadzwoniłam z
życzeniami do koleżanki.
W
międzyczasie Katia i Niki wskoczyli na parapet południowego pokoju i
obserwowali rozbłyskujące się na niebie fajerwerki. Niektóre były dość
widowiskowe i kotki z zaciekawieniem je oglądały. Z oddali nie było słychać huku
wystrzałów, więc się nie bały. Ale widać było, że są już zmęczone, bo normalnie
o tej porze moje kitulki już dawno śpią.
Gdy
przed 1:00 szykowałam się spać, bez oporu pozwoliły się położyć do łóżeczka.




