Minęły
kolejne tygodnie i moje kotki mają już ok. 5 miesięcy. Katia niewiele się
zmieniła – wszędzie jej pełno. Uważa, że jeśli można biegać to nie ma potrzeby
chodzić. Niki jest nadal powolniejszy, ale już wskakuje na blat kuchenny i
wyjada, co tam znajdzie. Ostatnio była to pierś z kurczaka, tydzień wcześniej
rozmarzająca pierś indycza. Muszę pilnować, co zostawiam na wierzchu.
Piesio
jest w kolejnym stadium uczuć do kotów – ignoruje je (a może nawet unika). Koty
dostają po skórze, gdy zaczepiają Piesia. One znają tylko domowego pieska i
Dropsik sąsiadów i chyba mają wyobrażenia, że są zwycięskie. Któregoś dnia
Katia wyszła na drogę i natknęła się na pana Jurka z Dropsem. Katia wystawiła
pazury, a biedny psina minął ją w odległości ponad metra. Napuszona, ale dumna
wróciła do domu. A ja się boję, że może natrafić na psa-zabójcę, który nie da
jej nawet czasu na wyciągnięcie pazurków, albo się ich nie przestraszy i w
sekundę będzie po mojej dzielnej małej kici.
Generalnie
są dzielne. Łaziły mi już po rynnach, po blaszanym dachu. Kilka tygodni temu
Niki spadł lub zeskoczył z górnego tarasu i zamiauczał pod frontowymi drzwiami.
Niki
jest włóczykijem i niemal codziennie wychodzi poza ogrodzenie z tyłu domu. Na
polu są pewnie małe myszki i mnóstwo innych ciekawostek, ale on jest dość
powolny i gdyby jakiś zabłąkany pies go pogonił, to nie da rady uciec na tych
swoich krótkich łapkach. Bo mimo, że Kitulek nadgonił wzrostem siostrę, ma
kształty normalnego kociaka, a Katia przypomina mi trochę Alissę II; też ma
długie łapki i ADHD.
Wspinają
się już po drzewach, na razie na wysokość ok. 2 m. i nie robią tego bardzo
sprawnie. Może, gdyby im groziło jakieś niebezpieczeństwo, to szybciej by
zmykały…
Kitulek
jest nadal spokojniejszy, a Katia czasem nie wie, co ma ze sobą zrobić.
Ostatnio spacerowała po moim lustrze od przedwojennej toaletki, potem zawiesiła
się na lambrekinie, w końcu ją podsadziłam na moją starą szafę. Spoglądała
tęsknie na moją lampę wiszącą, ale chyba stwierdziła, że nie doskoczy. Za
trzecim pobytem na szafie sama z niej zeskoczyła (ok. 2 m.). Moja dzielna mała
kicia. Jest przy tym taką pieszczochą. Gdy piszę na komputerze, albo siedzę,
wskakuje mi na kolana i przytula łepuniek , żeby ją głaskać i po kociemu mruży
oczy. Puszcza też od razu swojego mruka i niech mi ktoś powie, że koty się
stresują głaskaniem (jacyś naukowcy angielscy po 20 latach badań doszli ponoć
do takich wniosków !!!!).
Niki,
jak to chłopak, nie garnie się na rączki. Trzeba go złapać i przytrzymać, żeby
można było pogłaskać jego futerko. Często, gdy siedzę wieczorem na łóżku, a
Piesio leży obok, Niki układa się niedaleko i ugniata łapkami moją wełnianą
kołdrę. Katia czasem kładzie się na moment obok niego, ale za chwilę się
zrywa na nogi i gna przed siebie.
Wieczorem, gdy już idę spać, przenoszę moje kitelki do pokoju wschodniego. Niki
śpi w ich posłaniu, Katia najczęściej na ostatnim piętrze drapaka.
Nawet
gusta kulinarne mają odmienne: Katia woli suche jedzenie, ale jada
niewiele, a Niki lubi mokre i to on na dobre zajada 4 torebki
dziennie. Oprócz tego Niki bardzo lubi mleko, co potwierdza moją teorię o
graniastych kotach mlekopijach.
W
pogodne weekendy i w ciągu tygodnia, gdy wrócę z pracy wypuszczam moje kotki do
ogrodu, a sama siedzę na ławeczce na dolnym tarasie, popijam kawę lub herbatę i
palę 2 -3 papierosy.
Przez
17 lat mieszkania tutaj, nie wysiedziałam się tyle na moich tarasach, co teraz,
odkąd moje kociaki wychodzą do ogrodu !!!!!
W
ostatnią niedzielę wyszłam z Piesiem ok. 8:00 rano na spacer i koło starych
wierzb w polach zobaczyłam nieznanego czarnego psa. Wzięłam Piesia na smycz.
Gdy pies się zbliżył, zorientowałam się, że to suka i chyba Stafford; w każdym
razie z jednej z tych groźnych ras. Czarnula bez uprzedzenie skoczyła Piesiowi
na kark i wpiła się zębami. Mój Piesynek zaczął skamleć, więc rzuciłam się na
kolana, złapałam napastnika za obrożę,
puściłam smycz i jakoś udało mi się rozdzielić psy. Piesio oddalił się po angielsku,
a ja trzymając obroże lewą ręką, prawą złapałam psa za mordę i zaczęłam walić
jego nosem o ziemię. ‘Zabiję cię kurwo’ – warczałam . Potem jeszcze przyłożyłam
kilka pięści po nosie. W tym momencie
wyłonił się zza krzaków właściciel i krzyknął, żebym ‘jej’ nie biła.
‘To
bydle rzuciło się na mojego psa’ – wykrzyczałam.
‘Ona
chciała się bawić’ – powiedział głupio mężczyzna.
‘Dziękuję
za taką zabawę. Pies tej rasy nie powinien biegać luzem. Chociaż jest
szczepiona?’ – zapytałam
‘Tak,
tak’ - zapewnił gorliwie. ‘Ja ją tutaj w
polach puszczam luzem, żeby sobie pobiegała. ‘O, proszę zobaczyć, Kaja
przeprasza’ – wskazał na sukę, która trzymana na smyczy stawała na tylnych
łapach.
Moim
zdaniem wyglądało to bardziej na chęć wyrwania się ze smyczy, niż przeprosiny, a w każdym razie
moje psice inaczej okazywały skruchę.
‘Następnym
razem, kiedy spotkamy się w takich okolicznościach, natychmiast dzwonię po
Straż Miejską i nie czekam na ciąg dalszy.
Wzięłam
z ziemi smycz z Piesiem i zaczęłyśmy się oddalać.
Mężczyzna
jeszcze wykrzykiwał przeprosiny i w końcu zawołał „Co ja mam zrobić ???’
‘Uśpić
w cholerę’ – doradziłam słodko.
I
pomaszerowałyśmy z Piesiem do domu. Obejrzałam moją sunię, ale nie ma żadnych
ranek. W nagrodę za dzielną postawę dostała dodatkowego smakołyka.
A
tak w ogóle zastanawiam się, czy to nie był właściciel tej watahy psów, które
opadły Piesia zimą. Tamten mężczyzna też wołał ‘Kaja’. Chociaż Piesia pogryzła
wtedy jakaś kundlica, ale tamten człowiek miał 4 sztuki i jedną z nich mogła
być ta staffordka.
W
każdym razie obiecałam sobie, że znowu uzbroję się na polne spaceru w babciną laskę i z rozkoszą
przywalę między oczy.












