środa, 26 marca 2014

Piesio - c.d.




W marcu 2013 u Alissy II pojawił się pierwszy atak padaczki. Choroba była od początku pod kontrolą VET-ów i leczona, ale ataki pojawiały się mniej więcej co 3 tygodnie i były to tzw. ataki  gromadne. Moim zdaniem były zbyt częste i takiegoż zdania byli weterynarze. Ciągle pracowaliśmy nad wydłużeniem czasu między atakami zwiększając dawki leku i wprowadzając nowe leki. 
W trakcie pierwszego ataku Piesio był przerażony i najwidoczniej szukał mojej pomocy, bo przybiegł po mnie. Z czasem jednak ataki mu spowszedniały, a nawet zaczęły budzić w mojej łagodnej psinie jakieś wrogie uczucia, bo jakoś w czerwcu, gdy duża sunia leżała w drgawkach na ziemi, Piesio rzucił się na jedną z jej tylnych nóg i zaczął gryźć. Dostał klapsa, ale po chwili ponowił akcję. W trakcie następnego ataku, w lipcu, sytuacja się powtórzyła.
Pytałam VET-ów, co taka reakcja może oznaczać,  ale nie potrafili mi odpowiedzieć. Usiłowałam sobie tłumaczyć, że może nie rozumiejąc powodu drgawek Alissy, chciał ją obudzić z jej transu….
Po dziś dzień nie wiem, co to miało znaczyć.
Gdy ataki się powtarzały, a ja ruszałam na ratunek Alissy i faszerowałam ją lekami i aplikowałam wlewki z relsedu, Piesio nauczył się już nie pętać mi pod nogami i często się zwijał w kłębek i spał.

Lato 2013 upłynęło nam w cieniu ataków padaczki i operacji Agisa (mojego rudego kota), u którego stwierdzono złośliwego guza pod łopatką. Biedny kocina był krojony 2 razy i to kurewstwo za każdym razem odrastało; w końcu lipca miał już nacieki na płucach.

Jedyny Piesio, który trzymał mi się zdrowo i cało i niech tak pozostanie.
Piesio urodził się w 2005, więc żyje na świecie już kilka lat, ale ponieważ jest bardzo żywy i zachowuje się jak szczeniak, często zapominam, że jest on już stateczną panią. Tylko po ślepkach widać, że nie są już oczkami młodego psiaka. Często, gdy układamy się do snu i patrzę na tą szaro-czarną mordkę, mówię do mojego Piesynka: ’Nie zostawiaj mnie Piesiu, bo mi serce pęknie, gdyby miało ciebie zabraknąć’.  I naprawdę tak myślę, bo bardzo kocham mojego Piesia.

Któregoś letniego poranku, gdy wypuściłam moje dziewczynki na samotny spacer, Alissa wróciła po pewnym czasie na moje wołanie, a Piesia nie było widać, ani słychać. Zdenerwowana, nawoływałam coraz głośniej. W końcu Piesio wrócił, ale wlokąc za sobą tylne łapki. Serce mi stanęło w piersi z przerażenia. Złapałam go na ręce (pomimo 15 kilogramów wagi) i zaniosłam do domu. Tam zaczęłam go oglądać. Nic nie zauważyłam, żadnego skaleczenia. Pomimo 5:30 rano zadzwoniłam do Lecznicy i sumitując się Doktor Danucie, wyjaśniłam, co się dzieje. Spytałam o całodobową klinikę dla zwierzaków. Pani Doktor podała adres na Puławskiej, ale niezbyt dokładny. Wsadziłam Piesia do dryndy i pojechałyśmy. Nie bardzo wiedziałam, gdzie tej kliniki mam szukać, więc parę razy zawracałam. Zadzwoniłam jeszcze raz do Doktor Danuty i prawie ją opieprzyłam, że nie zna dokładnego adresu... Mam fatalne maniery i w zdenerwowaniu schodzi ze mnie ta lekka politura ogłady,  jaką udało się moim rodzicom mi zaszczepić.
W końcu znalazłam poszukiwaną klinikę. W międzyczasie zadzwoniłam do szefowej w pracy i poinformowałam, że 'mojej małej  coś się stało i jadę z nią do lekarza'.  Spoglądając na tylne siedzenia na Piesia, zauważyłam, że może już poruszać tylnymi łapkami, ale chciałam, żeby go przebadał lekarz. Zasapałam się niosąc mój ciężki skarb do kliniki. Pani doktor obejrzała Piesynka i stwierdziła, że przypuszczalnie go coś ukąsiło i jad spowodował chwilowy paraliż tylnych łapek. Teraz już nie było żadnych oznak niedowładu.
Tytułem przeprosin dla Doktor Danuty za moje grubiaństwo zaniosłam małą bombonierkę.

Dekolt miał Piesio zawsze jakiś taki pomarszczony i często żartowałyśmy z Ceci, że powinien używać dobrych kosmetyków.
Gdy siedzi, np. w samochodzie, dumnie wyprostowany z klatką piersiową wysuniętą do przodu, wygląda trochę jak WC Peaker. Piesio jest w ogóle rasistą i uważa kundle za gatunek gorszy od niego, niewart nawet spojrzenia. Kiedyś dokarmiałam takiego opuszczonego przez pana psiaka na Piaskowej; pan zjawiał się raz w tygodniu i zostawiał jakieś byle żarcie, a wszyscy sąsiedzi z całej ulicy utrzymywali Miśka w międzyczasie. Kiedyś tam pojechałam z Piesiem, biedny Misiek machał ogonem i okazywał zainteresowanie moim pasażerem, a ten siedział, właśnie jak WC Peaker i nawet wzrok mu nie powędrował w stronę zabiedzonego kundla zza bramy.
Taki to mały szowinista.

niedziela, 16 marca 2014

Piesio - c.d.






W sierpniu 2010 odeszła Ceci i moje zwierzaki zostawały same na 10 godzin, a kiedy zaczęłam dojeżdżać kolejką do pracy, zrobiło się prawie 11 godzin. Piesiowi to za bardzo nie przeszkadzało – po prostu rozkładał się spać na słoneczku lub wchodził do swojej budki na werandzie, kiedy pogoda mniej dopisywała.
Alissa II była bardziej nieszczęśliwa. Ona miała ADHD i ją po prostu nosiło, a Piesio tylko czasem miał ochotę na wspólne harce.
W październiku w mieszkaniu Ceci zamieszkała zaprzyjaźniona para ukraińska. Na początku obydwoje rano wychodzili do pracy, ale z czasem Wołodia coraz to rzadziej pracował i jedyny plus tego był taki, że moje zwierzaki miały towarzystwo.  Wołodia najczęściej oglądał telewizję, Piesio wylegiwał się pod jego kołdrą i świata bożego nie widział i  nie słyszał. Kiedyś po powrocie z pracy wołałam  go na spacer z Alissą, ale nie reagował. Poszłyśmy więc z panna psicą same i zauważyłam, że zupełnie inaczej, normalnie Alissa się zachowuje, gdy jest tą jedyną.

Jakoś jesienią wyjeżdżałam służbowo na 2 dni i Markiz przyjechał, żeby nakarmić wieczorem moje zwierzaki. Luda dokładnie patrzyła, jak przygotowuje im kolację i następnego dnia, gdy długo nie wracałam, sama nakarmiła moją menażerię.

W międzyczasie nadeszła już ostra zima i duża psica zamieszkała z nami w domu, bo Wołodia ciągle powtarzał,  że ‘Alissa chce do chaty’. Ostatni powód wyższości Piesia nad Alissą zniknął tym sposobem.
Dotychczas Piesio spał noc na fotelu, ale z czasem zaczął  mnie nawiedzać w moim  łóżku w weekendy, kiedy dłużej się wylegiwałam. Ponieważ nie protestowałam – zaczęłam go odnajdować w moich piernatach, gdy w nocy wracałam z łazienki. Aż w końcu nadszedł ten wieczór, kiedy Piesio skierował swoje kroki do mojej sypialni i tylko mnie obserwował spod oka.
Nie zaprotestowałam i tak Piesio po dziś dzień dzieli moje łoże, co jest cudowne w zimie (zwłaszcza, że ja nie ogrzewam sypialni), ale w upalną letnią noc chętnie zrezygnowałabym z tego ciepłego futerka przyklejonego do mnie.