Jakoś
tak w tym okresie prowadzona była w TV akcja ‘ Cała Polska czyta dzieciom’ i w
reklamie telewizyjnej tata czytał dzieciom bajki, których słuchał również pies
i piesynku oraz kot i kocinki. Ceci
stwierdziła, że nazwa ‘Piesynek’ pasuje do naszego Piesia i od tej pory często
tak o naszym skarbie mówiłyśmy.
Ceci
zawsze miała na swoim niskim stoliczku w pokoju miseczkę z nerkowcami, które
podjadała. Gdy Piesio skończył swoją
kolację i przychodził na gościnne występy do jej pokoju, czasem go częstowała
orzeszkami i w końcu zaczęła układać kilka orzeszków na brzegu stoliczka, a
psiak sobie je mordką ładnie zbierał. Potem, pokrzepiony, rozkładał się na
Ciocinych kowarach i tarzał, zostawiając swoją krótką sierść na dywanie. Te krótkie włoski trudno było potem usunąć
odkurzaczem, nawet, przy pomocy zakupionej przeze mnie specjalnie
turbo-szczotki.
Gdy
przechodziłyśmy wieczorem do kuchni na naszą kolację, Piesio szedł za nami, w
nadziei na jakieś smaczne kąski. Znał przysłowie: ‘Umiesz liczyć, to licz na
siebie’ i nie czekał na naszą łaskę, ale wspinał się na tylne łapki, przednie -
z pięknymi czarnymi szponami – opierał na stole i badał, co tam podali. Często
coś mu się dostało. Jeśli nie znalazł nic ciekawego, przechodził do pokoju
mojego brata za kuchnia i kładł się spać na fotelu. Gdy już zbierałam się do
siebie na górę, Ceci wołała: ‘Piesynku, pora spać’ i Piesio zeskakiwał z fotela
i pół senny gramolił się po schodach na piętro, na swoje posłanie.
Nadeszła
pierwsza zima w życiu Piesia i przyjął ją bez lęku. Nie miał długiego futerka,
jak Alissa i nie mógł za długo przebywać na świeżym powietrzu, ale na spacery
maszerował ze zwykłym zapałem. Nie był może wielkim fanem śniegu jak Alissa,
która pewnej zimy wygrzebała sobie jamę w śniegu pod jałowcem, ale bez wstrętu
biegał po białym puchu.
Nawet jeśli śnieg sięgał mu do brzuszka, parł zawsze jak mały czołg, to skacząc 70 centymetrowymi susami, to znów biegnąc dla odpoczynku. Zawsze co najmniej 20 metrów przed pozostałymi. Prawdziwy przodownik stada.
Nawet jeśli śnieg sięgał mu do brzuszka, parł zawsze jak mały czołg, to skacząc 70 centymetrowymi susami, to znów biegnąc dla odpoczynku. Zawsze co najmniej 20 metrów przed pozostałymi. Prawdziwy przodownik stada.
O
ile Alissa bardzo się denerwowała grzmotami i fajerwerkami na Sylwestra, Piesio
znosił te hałasy spokojnie. Może dlatego, że nie ma stojących uszu i mniej do
niego dociera.
Piesio
nie był posłusznym pieskiem, a w każdym razie ja nie potrafiłam nigdy
wyegzekwować na nim posłuszeństwa. Kiedy oddalał się po angielsku w trakcie
spaceru, mogłam wołać za nim do bólu gardła i prawie widziałam to jego
wzruszenie ramion. Dostawał klapsa za nieposłuszeństwo, ale przecież nie będę karać
zwierzaka za moją głupotę. Teraz, z
wiekiem, zrobił się bardziej karny, ale nadal do ideału mu brakuje. Zresztą nie
wiem, czy chciałabym mieć psa, który by był automatem do wykonywania moich
poleceń. Zwierzę, to przecież myśląca istota, o wiele mądrzejsza od wielu
dwunogów.
W
końcu zimy Piesio dostał cieczkę i zamartwiałyśmy się z Ceci, żeby jakiś pies
się do niego nie przyplątał (przypominam: Piesio to dziewczynka). Kiedyś
zniknął swoim zwyczajem w trakcie spaceru z Ceci i jakieś psy go musiały opaść,
bo uciekał co sił w swoich krótkich nóżkach i strasznie szczekał przy bocznej
furtce. Ceci czym prędzej otworzyła i Piesio stracił na pewien czas zapał do
samotnych włóczęg. Kilka razy wybrał się
na romantyczne spacery z Kumplem, przy blasku księżyca. Kumpel, jak przystało
na leciwego psa, nie napastował raczej Piesia.
Jak
tylko cieczka dobiegła końca, zdecydowałam się wysterylizować Piesia. Zawiozłam
go do Lecznicy przed pracą i zostawiłam tam pod opieką Vetów.
Gdy
przyjechałam po pracy, Piesio przywitał mnie wspinając się przednimi łapkami na
moje nogi, bez śladu bólu, jaki powinien odczuwać po świeżej przecież ranie
(tak sobie wyobrażałam). Jak zwykle wylizywał też Vetów, aż się Doktor Małgosia
wzruszyła: ‘Myślałam, że przestanie nas lubić po tym zabiegu’.
Nic
z tego. Piesio jest żywą reklamą Lecznicy ‘Anda’. Nie trzeba go wciągać na smyczy na siłę, jak
innych psów. Wbiega do Lecznicy, prawie, ze śpiewem na ustach, radośnie
popiskuje lub poszczekuje, wspina się łapkami na Vetów i chce lizać. Jest łasuchem i chce głaskania i karesów. Małe
ciałko aż się skręca z radości, gdy ktoś się do niego odezwie lub
przytuli. Najczęściej za swój zapał jest
nagradzany jakimś psim smakołykiem.
Za
każdym razem, gdy udawałam się z jakimkolwiek moim zwierzakiem do Lecznicy,
Piesio musiał tam się wybrać razem z nami i najczęściej przeszkadzał. Ale
musiał przyjść z wizytą.

