niedziela, 6 kwietnia 2014

Piesio - c.d.



Piesio, jako małe stworzenie jest szczekliwy i hałaśliwy, ale to tylko pozory. Wystarczy, aby mój gość usiadł na kanapie i Piesio już się zaczyna podlizywać, szturchać łapką, aby go głaskano i pieszczono. Tylko szuka okazji, aby dostać się pod pachę i poprzytulać. Najwidoczniej uważa,  że ludzie przychodzą w odwiedziny, żeby jemu było przyjemnie. Na wyścigi z Alissą adorowały zawsze moich gości, ale wystarczył jeden krok w kierunku drzwi czy furtki i rozpoczynał się harmider.  W salonie było to prawie nie do wytrzymania.

Nie wiem, czy to zabieganie o ludzkie pieszczoty to cecha wszystkich psiaków, czy jest ona zwłaszcza rozwinięta u takich, które były bezpańskie przez jakiś czas, jak moje dziewczynki. Kilka miesięcy temu sąsiadka na winklu, od której kiedyś Piesio przydreptał do mnie, a której pies Prezes odszedł w zeszłym roku po ukąszeniu kleszcza, sprawiła sobie czarną sunię. Przybłędę. Spojrzałam na psiaka, trochę większego od lisa i stwierdziłam, że ma za małe ślepka i moje wszystkie dziewczynki były urodziwsze. I pewnego wieczora, gdy szłam z Piesiem na spacer, a psinka nas gorliwie obszczekiwała, wsadziłam rękę w rękawiczce pomiędzy sztachetami ogrodzenie, a ona przywarła mordką do mojej dłoni …..  Tak mi przypomniała moją Alissę, do której przecież absolutnie nie jest bpodobna z wyglądu, ale ta jej prośba o akceptację. Zdobyła moje serce i chociaż uważam, że imię ma bardzo pretensjonalne (Tina!!!!!), zawsze, gdy przejeżdżam, zatrzymuję się obok i gładzę ją po łebku i daję kawałek kabanosa. Wykształcił się u Tinki odruch Pawłowa i gdy słyszy mój samochód – biegnie i już się oblizuje.  

Ale wybiegłam za daleko do przodu.
Całe lato 2013 upływało nam od jednego ataku padaczki Alissy do następnego. W tym czasie psica zrobiła się bardziej agresywna w stosunku do Piesia. O ile wcześniej ładnie się bawiły w domu i na podwórzu, a tylko na spacerach Alissa na niby atakowała Piesia i zachęcała go do zabawy, teraz odnosiłam wrażenie, że chce go zaatakować naprawdę. Już się nie zatrzymywała przed nim, ale zwalała go z nóg i przebiegała po moim małym Piesynku. Alissa była ponad dwukrotnie cięższa od Piesia; po lekach przeciwpadaczkowych miała apetyt i przytyła trochę.  Piesio był jak takie zahukane dziecko; już nie biegał na boki między drzewa, tylko biegł prosto przed siebie naszą stałą dróżką.
We wrześniu 2013 odeszła moja Alissa II w ataku padaczki. Sunia, po ostatnich atakach, które nie ustąpiły do końca, przebywała w Lecznicy i tam serce jej przestało bić; sądzę, że nie wytrzymało tych wszystkich napięć i leków. Miała tylko 5 lat, w tym 3 u mnie.
Pani Doktor Agata powiadomiła mnie o tym, gdy jechałam samochodem do domu, więc od razu podjechałam do Lecznicy. Pani  Doktor mówiła, jak jej przykro, a do mnie to nie docierało. Zaczęłam ją pocieszać, powiedziałam, że przyjadę zabrać Alissę później i dopiero, gdy siedziałam już w samochodzie, zrozumiałam, że Alissy już nie ma i zaczęłam płakać.  
Gdy dotarłam do domu, okazało się, że Piesio, który tylko 2 razy w życiu jako szczeniak nasiusiał w przedpokoju, bo nikt nie słyszał jego powarkiwań, nabrudził w mojej sypialni i to w kilku miejscach. Nie wiem, czy zwierzęta mają telepatię. Pomyślałam, że może Piesio wyczuł, że coś złego się stało z Alisską... 
Posprzątałam i  poszłam do ogrodu wykopać grób dla suni.
Potem wzięłam Piesia na spacer.  W drodze powrotnej spotkałam Mariusza, syna sąsiadki i poprosiłam o pomoc w pochowaniu Alissy, gdy ją przywiozę.
Nie wiem, jak zwierzęta żegnają swoich kompanów. Gdy odeszła Alissa I, Piesio siedział w domu i nigdy później nie wydawało mi się, żeby odczuwał jej brak.
Teraz, gdy Alissa II leżała owinięta w koc nad grobek, Piesio podszedł, obwąchał jaj głowę i szczeknął. Nie wiem, czy to oznaczało pożegnanie. Tak jak w przypadku poprzedniej psicy, tak i tę, wydaje się, natychmiast zapomniał. Gdy chodziłam na grób Alissy, Piesio podchodził ze mną, ale nie węszył i nie szukał jej.  Po ostatnich miesiącach psicowych prześladowań, raczej trudno było oczekiwać po Piesiu wielkiej rozpaczy. To ja płakałam i to przez wiele, wiele miesięcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz