Piesio, jako małe stworzenie jest szczekliwy i
hałaśliwy, ale to tylko pozory. Wystarczy, aby mój gość usiadł na kanapie i
Piesio już się zaczyna podlizywać, szturchać łapką, aby go głaskano i
pieszczono. Tylko szuka okazji, aby dostać się pod pachę i poprzytulać.
Najwidoczniej uważa, że ludzie
przychodzą w odwiedziny, żeby jemu było przyjemnie. Na wyścigi z Alissą
adorowały zawsze moich gości, ale wystarczył jeden krok w kierunku drzwi czy
furtki i rozpoczynał się harmider. W
salonie było to prawie nie do wytrzymania.
Nie wiem, czy to zabieganie o ludzkie pieszczoty to
cecha wszystkich psiaków, czy jest ona zwłaszcza rozwinięta u takich, które
były bezpańskie przez jakiś czas, jak moje dziewczynki. Kilka miesięcy temu
sąsiadka na winklu, od której kiedyś Piesio przydreptał do mnie, a której pies
Prezes odszedł w zeszłym roku po ukąszeniu kleszcza, sprawiła sobie czarną
sunię. Przybłędę. Spojrzałam na psiaka, trochę większego od lisa i
stwierdziłam, że ma za małe ślepka i moje wszystkie dziewczynki były
urodziwsze. I pewnego wieczora, gdy szłam z Piesiem na spacer, a psinka nas gorliwie
obszczekiwała, wsadziłam rękę w rękawiczce pomiędzy sztachetami ogrodzenie, a
ona przywarła mordką do mojej dłoni …..
Tak mi przypomniała moją Alissę, do której przecież absolutnie nie
jest bpodobna z wyglądu, ale ta jej prośba o akceptację. Zdobyła moje serce i
chociaż uważam, że imię ma bardzo pretensjonalne (Tina!!!!!), zawsze, gdy
przejeżdżam, zatrzymuję się obok i gładzę ją po łebku i daję kawałek kabanosa.
Wykształcił się u Tinki odruch Pawłowa i gdy słyszy mój samochód – biegnie i
już się oblizuje.
Ale wybiegłam za daleko do przodu.
Całe lato 2013 upływało nam od jednego ataku
padaczki Alissy do następnego. W tym czasie psica zrobiła się bardziej
agresywna w stosunku do Piesia. O ile wcześniej ładnie się bawiły w domu i na
podwórzu, a tylko na spacerach Alissa na niby atakowała Piesia i zachęcała go
do zabawy, teraz odnosiłam wrażenie, że chce go zaatakować naprawdę. Już się
nie zatrzymywała przed nim, ale zwalała go z nóg i przebiegała po moim małym
Piesynku. Alissa była ponad dwukrotnie cięższa od Piesia; po lekach
przeciwpadaczkowych miała apetyt i przytyła trochę. Piesio był jak takie zahukane dziecko; już
nie biegał na boki między drzewa, tylko biegł prosto przed siebie naszą stałą
dróżką.
We wrześniu 2013 odeszła moja Alissa II w ataku
padaczki. Sunia, po ostatnich atakach, które nie ustąpiły do końca, przebywała
w Lecznicy i tam serce jej przestało bić; sądzę, że nie wytrzymało tych
wszystkich napięć i leków. Miała tylko 5 lat, w tym 3 u mnie.
Pani Doktor Agata powiadomiła mnie o tym, gdy jechałam
samochodem do domu, więc od razu podjechałam do Lecznicy. Pani Doktor mówiła, jak jej przykro, a do mnie to
nie docierało. Zaczęłam ją pocieszać, powiedziałam, że przyjadę zabrać Alissę
później i dopiero, gdy siedziałam już w samochodzie, zrozumiałam, że Alissy już
nie ma i zaczęłam płakać.
Gdy dotarłam do domu, okazało się, że Piesio, który
tylko 2 razy w życiu jako szczeniak nasiusiał w przedpokoju, bo nikt nie
słyszał jego powarkiwań, nabrudził w mojej sypialni i to w kilku miejscach. Nie
wiem, czy zwierzęta mają telepatię. Pomyślałam, że może Piesio wyczuł, że coś
złego się stało z Alisską...
Posprzątałam i poszłam do ogrodu wykopać grób dla suni.
Posprzątałam i poszłam do ogrodu wykopać grób dla suni.
Potem wzięłam Piesia na spacer. W drodze powrotnej spotkałam Mariusza, syna
sąsiadki i poprosiłam o pomoc w pochowaniu Alissy, gdy ją przywiozę.
Nie wiem, jak zwierzęta żegnają swoich kompanów.
Gdy odeszła Alissa I, Piesio siedział w domu i nigdy później nie wydawało mi
się, żeby odczuwał jej brak.
Teraz, gdy Alissa II leżała owinięta w koc nad
grobek, Piesio podszedł, obwąchał jaj głowę i szczeknął. Nie wiem, czy to
oznaczało pożegnanie. Tak jak w przypadku poprzedniej psicy, tak i tę, wydaje
się, natychmiast zapomniał. Gdy chodziłam na grób Alissy, Piesio podchodził ze
mną, ale nie węszył i nie szukał jej. Po
ostatnich miesiącach psicowych prześladowań, raczej trudno było oczekiwać po
Piesiu wielkiej rozpaczy. To ja płakałam i to przez wiele, wiele miesięcy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz