Na początku października miałam z pracy wyjazdowe
szkolenie i martwiłam się, kto się zajmie moim Piesynkiem i Agisem pod moją
nieobecność.
Całe szczęście moja uczynna sąsiadka podjęła się
tego zadania. Naszykowałam wszystko dla mojej menażerii, żeby Pani Henia nie
musiała już tracić czasu na przygotowania. Wydaje mi się, że obie strony nie
miały powodów do narzekań. Zwierzęta były zadbane, a sądzę, że nie dały się we
znaki swojej opiekunce.
W połowie listopada uśpiłam Agisa. Ten przeklęty
guz zamorzył go, jakby powiedziała moja Babcia. Był tak wychudzony, że gdyby go
zmoczyć, wyglądałby jak szkielet powleczony zmatowiałym futerkiem i z tym guzem
wielkości mojej całej dłoni za łopatką. Miał już takie zmęczone, smutne oczy.
Piesio oczywiście nie odczuł odejścia naszego kota. Nigdy nie był
sentymentalny. Pławił się i nadal się pławi w pozycji jedynaczki.
Sylwestra spędziłyśmy w swoim towarzystwie i
dobrze, że byłam w domu. Piesio nigdy nie reagował na fajerwerki, w odróżnieniu
do obydwóch dużych suń. Zawsze stawiałam
go jako przykład dostojnego zachowania. Może to obecność większych psów
działała na Piesia uspokajająco ???? Nie wiem. W każdym razie Sylwester 2013
był ciężkim egzaminem dla mojego małego Piesynka. Nie dość, że hołota zaczęła
kanonadę już koło 15:00 i waliła równo cały czas, to tuż przed północą i przez
prawie godzinę po północku miało się wrażenie, że wybuchy są na naszym
podwórzu. Było bardzo głośno. Gdy wychodziłam na papierosa, Piesio bał się zostać sam w domu, a z kolei
na zewnątrz trwała kanonada. Około 1:30 poszłyśmy spać i moja dziewczynka
przytulona do mnie pod kołdrą, wreszcie się uspokoiła i zasnęła.
Zaczęłam na serio rozmyślać nad separacją od łoża z
Piesiem. Tak się rozpycha i cała pościel oraz moja piżama są powleczone
futerkiem… Zakupiłam mu legowisko przed Wielkanocą, ale dotarło dopiero po
Świętach.
Wymierzałam fotel, na którym poleguje moje
zwierzątko i wydawało mi się, że 60 cm x 55 cm mu wystarczy. Ale gdy
rozpakowałam łóżeczko i umieściłam tam Piesia, to tak jakby….. po 10 cm
więcej z każdej strony by nie zawadziło.
Ale nie wymieniałam legowiska na większy
egzemplarz. Piesio nie chce słyszeć o innym legowisku, a obawiam się, że w
wieku 10 lat odzwyczajać moją małą sunię od mojego łoża (które ona uważa pewnie
za swoje, użyczane mi łaskawie na kilka godzin nocnych), to trochę poroniony
pomysł.
Pomyślałam również, że może kiedyś będę miała kota,
to się przyda.
I właśnie….
Byłyśmy z Piesiem 2 tygodnie temu w Lecznicy, bo
chciałam, żeby pierwsza miłość Piesia – Doktor Małgosia go zobaczyła; Pani
Doktor wróciła po swoich urlopach do pracy.
Na wejściu zważyłam Piesia i okazało się, że tylko
14 kilo, wiec na widok Doktor Danuty zakrzyknęłam: ‘Pani Doktor, Piesio waży
tylko 14 kilo’. ‘Właśnie widzę, że ma takie wcięcie w talii’ – odparła
uprzejmie Pani Doktor.
Po czym zaczęłyśmy rozmowę o zwierzakach. Pani
Doktor zauważyła, że mizerny ten mój dobytek
aktualnie, bo tylko Piesio i ona
myśli nad wzbogaceniem mojego stanu posiadania. ‘Pani Doktor – ja na to – Agis
tak mi się dał we znaki w trakcie swoich ostatnich miesięcy, że mam dość kotów
na jakiś czas. Jeśli chodzi o psy, to chciałabym dużego psa, ale mnie nie ma 11
godzin w domu i po śmierci mojej Cioci, ten zwierzak byłby sam tyle czasu.
Pomyślałam, że za 4 lata, gdy przejdę na emeryturę i będę na chodzie, to jakąś
następczynię moich Alissek sobie wezmę’.
‘Rzeczywiście, gdy Cioci już nie ma, to z psem
byłby kłopot – Pani Doktor na to. – Ale jakiś kot przydałby się Pani. Ja będę
miała za 2 miesiące małe koty. Bo teraz jest jeden rudy dziki i ten szary (wskazała na zdjęcie na tablicy ogłoszeń), też
pół dziki. A ja bym Pani dobrała coś szczególnego’.
‘Ja w czerwcu będę miała urlop, to mogłabym go w
tym czasie przyuczyć’ – powiedziałam, już rozmyślając o nowym zwierzątku.
‘A ja mogłabym go trochę potrzymać tutaj, aby się
nauczył korzystać z kuwety’ – stwierdziła Pani Doktor. ‘Wie Pani, one w tych niewielkich klatkach
bardzo szybko się uczą’.
‘No to zobaczymy’ – stwierdziłam. ‘Wolałabym
dziewczynkę, bo są mądrzejsze’
‘Ludzi na ogół wolą koty, więc dziewczynek nie
zabraknie’ – pocieszyła Doktor Danuta na odchodnym.
No i myślę, już zupełnie na serio nad małym kotem.
Kociaki są takie słodkie, tylko niestety za szybko rosną. Ale trudno. Mam
nadzieję, że nie trafi mi się taki biegający po firankach.
Piesio jeszcze nic o moich planach nie wie. I po co
ma się denerwować zawczasu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz