poniedziałek, 13 października 2014

Piesio i Katia & Niki



Minęły kolejne tygodnie i moje kotki mają już ok. 5 miesięcy. Katia niewiele się zmieniła – wszędzie jej pełno. Uważa, że jeśli można biegać to nie ma potrzeby chodzić. Niki jest nadal powolniejszy, ale już wskakuje na blat kuchenny i wyjada, co tam znajdzie. Ostatnio była to pierś z kurczaka, tydzień wcześniej rozmarzająca pierś indycza. Muszę pilnować, co zostawiam na wierzchu.

Piesio jest w kolejnym stadium uczuć do kotów – ignoruje je (a może nawet unika). Koty dostają po skórze, gdy zaczepiają Piesia. One znają tylko domowego pieska i Dropsik sąsiadów i chyba mają wyobrażenia, że są zwycięskie. Któregoś dnia Katia wyszła na drogę i natknęła się na pana Jurka z Dropsem. Katia wystawiła pazury, a biedny psina minął ją w odległości ponad metra. Napuszona, ale dumna wróciła do domu. A ja się boję, że może natrafić na psa-zabójcę, który nie da jej nawet czasu na wyciągnięcie pazurków, albo się ich nie przestraszy i w sekundę będzie po mojej dzielnej małej kici.
Generalnie są dzielne. Łaziły mi już po rynnach, po blaszanym dachu. Kilka tygodni temu Niki spadł lub zeskoczył z górnego tarasu i zamiauczał pod frontowymi drzwiami.

Niki jest włóczykijem i niemal codziennie wychodzi poza ogrodzenie z tyłu domu. Na polu są pewnie małe myszki i mnóstwo innych ciekawostek, ale on jest dość powolny i gdyby jakiś zabłąkany pies go pogonił, to nie da rady uciec na tych swoich krótkich łapkach. Bo mimo, że Kitulek nadgonił wzrostem siostrę, ma kształty normalnego kociaka, a Katia przypomina mi trochę Alissę II; też ma długie łapki i ADHD.
Wspinają się już po drzewach, na razie na wysokość ok. 2 m. i nie robią tego bardzo sprawnie. Może, gdyby im groziło jakieś niebezpieczeństwo, to szybciej by zmykały…

Kitulek jest nadal spokojniejszy, a Katia czasem nie wie, co ma ze sobą zrobić. Ostatnio spacerowała po moim lustrze od przedwojennej toaletki, potem zawiesiła się na lambrekinie, w końcu ją podsadziłam na moją starą szafę. Spoglądała tęsknie na moją lampę wiszącą, ale chyba stwierdziła, że nie doskoczy. Za trzecim pobytem na szafie sama z niej zeskoczyła (ok. 2 m.). Moja dzielna mała kicia. Jest przy tym taką pieszczochą. Gdy piszę na komputerze, albo siedzę, wskakuje mi na kolana i przytula łepuniek , żeby ją głaskać i po kociemu mruży oczy. Puszcza też od razu swojego mruka i niech mi ktoś powie, że koty się stresują głaskaniem (jacyś naukowcy angielscy po 20 latach badań doszli ponoć do takich wniosków !!!!).
Niki, jak to chłopak, nie garnie się na rączki. Trzeba go złapać i przytrzymać, żeby można było pogłaskać jego futerko. Często, gdy siedzę wieczorem na łóżku, a Piesio leży obok, Niki układa się niedaleko i ugniata łapkami moją wełnianą kołdrę. Katia czasem kładzie się na moment obok niego, ale za chwilę się zrywa  na nogi i gna przed siebie. Wieczorem, gdy już idę spać, przenoszę moje kitelki do pokoju wschodniego. Niki śpi w ich posłaniu, Katia najczęściej na ostatnim piętrze drapaka.

Nawet gusta kulinarne mają odmienne: Katia woli suche jedzenie, ale jada niewiele,  a Niki  lubi mokre i to on na dobre zajada 4 torebki dziennie. Oprócz tego Niki bardzo lubi mleko, co potwierdza moją teorię o graniastych kotach mlekopijach.

W pogodne weekendy i w ciągu tygodnia, gdy wrócę z pracy wypuszczam moje kotki do ogrodu, a sama siedzę na ławeczce na dolnym tarasie, popijam kawę lub herbatę i palę 2 -3 papierosy.
Przez 17 lat mieszkania tutaj, nie wysiedziałam się tyle na moich tarasach, co teraz, odkąd moje kociaki wychodzą do ogrodu !!!!!

W ostatnią niedzielę wyszłam z Piesiem ok. 8:00 rano na spacer i koło starych wierzb w polach zobaczyłam nieznanego czarnego psa. Wzięłam Piesia na smycz. Gdy pies się zbliżył, zorientowałam się, że to suka i chyba Stafford; w każdym razie z jednej z tych groźnych ras. Czarnula bez uprzedzenie skoczyła Piesiowi na kark i wpiła się zębami. Mój Piesynek zaczął skamleć, więc rzuciłam się na kolana, złapałam napastnika  za obrożę, puściłam smycz i jakoś udało mi się rozdzielić psy. Piesio oddalił się po angielsku, a ja trzymając obroże lewą ręką, prawą złapałam psa za mordę i zaczęłam walić jego nosem o ziemię. ‘Zabiję cię kurwo’ – warczałam . Potem jeszcze przyłożyłam kilka pięści po nosie.  W tym momencie wyłonił się zza krzaków właściciel i krzyknął, żebym ‘jej’ nie biła.
‘To bydle rzuciło się na mojego psa’ – wykrzyczałam.
‘Ona chciała się bawić’ – powiedział głupio mężczyzna.
‘Dziękuję za taką zabawę. Pies tej rasy nie powinien biegać luzem. Chociaż jest szczepiona?’ – zapytałam
‘Tak, tak’  - zapewnił gorliwie. ‘Ja ją tutaj w polach puszczam luzem, żeby sobie pobiegała. ‘O, proszę zobaczyć, Kaja przeprasza’ – wskazał na sukę, która trzymana na smyczy stawała na tylnych łapach.
Moim zdaniem wyglądało to bardziej na chęć wyrwania się  ze smyczy, niż przeprosiny, a w każdym razie moje psice inaczej okazywały skruchę.
‘Następnym razem, kiedy spotkamy się w takich okolicznościach, natychmiast dzwonię po Straż Miejską i nie czekam na ciąg dalszy.
Wzięłam z ziemi smycz z Piesiem i zaczęłyśmy się oddalać.
Mężczyzna jeszcze wykrzykiwał przeprosiny i w końcu zawołał „Co ja mam zrobić ???’
‘Uśpić w cholerę’ – doradziłam słodko.

I pomaszerowałyśmy z Piesiem do domu. Obejrzałam moją sunię, ale nie ma żadnych ranek. W nagrodę za dzielną postawę dostała dodatkowego smakołyka.

A tak w ogóle zastanawiam się, czy to nie był właściciel tej watahy psów, które opadły Piesia zimą. Tamten mężczyzna też wołał ‘Kaja’. Chociaż Piesia pogryzła wtedy jakaś kundlica, ale tamten człowiek miał 4 sztuki i jedną z nich mogła być ta staffordka.

W każdym razie obiecałam sobie, że znowu uzbroję się  na polne spaceru w babciną laskę i z rozkoszą przywalę między oczy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz