sobota, 8 lutego 2014

Piesio - c.d.



Mój Tata nazywał Piesia ‘Kundek’; zdrobnienie od niemieckiego ‘kunde’ – pies.
Nieraz, gdy odwoziłam Tatę i Marylę po pobycie u nas do Metra Wilanowska, Piesio oczywiście musiał jechać z nami. Tata siadywał na miejscu pasażera, Maryla z tyłu, a Piesio stojąc tylnymi łapkami na kanapie, wspinał się przednimi na ramię mojego rodzica i wylizywał mu łysinkę. Po pewnym czasie Tata komenderował: ‘Kundek, spokój’ i Piesio zwijał się w kłębek obok Maryli i zasypiał.
Piesio, jak pisałam, uwielbiał jazdę samochodem. Kiedyś wyjeżdżałyśmy z Ceci na kilka godzin w sobotę i Piesio wpakował nam się do samochodu. Załatwiałyśmy wiele spraw i Piesio spędził w samochodzie ok. 7 godzin. Gdy wracałyśmy, siedział już bardzo zmęczony i znudzony na tylnym siedzeniu i nawet przez okno nie chciało mu się wyglądać. Zupełnie jak małe zmęczone dziecko.
Sądziłyśmy, że jego entuzjazm do motoryzacji minie po tej wyprawie, ale nie. Przy następnym wyjeździe był gotów nam znów towarzyszyć.
Piesio miał zasadę (nadal ją ma): do pracy mogę jechać sama, ale każdy wyjazd poza pracą musi być w jego towarzystwie. Nieraz jadąc coś załatwić w upalny dzień i wiedząc, że zamęczyłby się w samochodzie, tłumaczyłam mu, że nie może jechać i w ostateczności – wyrzucałam z samochodu, ale zawsze było mi go żal. Zawsze wtedy obszczekiwał mnie przez ogrodzenie i miał, podobno, łzy w ślepkach, jak twierdziła Ceci.

Kiedy nadeszło znowu lato, wydumałam sobie, że zabiorę moje dziewczyny na glinianki. Obydwie z lubością pławiły się w bajorze na Niesieble i oczami wyobraźni widziałam moje psice taplające się w czystej wodzie.
Ponieważ Alissa I nie jeździła samochodem, wybraliśmy się na piechotę wraz z Kumplem. Był to poroniony pomysł.  To ok. 5 km i szliśmy jakoś na okrągło, bo nie znałam dokładnie drogi. Alissa nie chodziła najlepiej i była zmęczona, Kumpel też ledwo doszedł. Gdy tam wreszcie dotarliśmy, Kumpel nawet nie zszedł nad wodę, a duża psica położyła się na brzegu i moczyła futro. Piesio trochę pobrodził po wodzie, ale nie pływał jak rok wcześniej nad jeziorami.
Później zabierałam czasem tylko Piesia samochodem i nawet rzucałam mu jakieś zabawki do wody, ale bał się pływać i sama musiałam podwijać nogawki i odławiać moje fanty.  Drogę powrotną Piesio odbywał na moich kolanach, moszcząc się na nich wygodnie mokrym zadkiem i brudząc mi spodnie.

Którejś soboty odwiedziła nas córka Maryli mieszkająca na stałe we Francji i jej dzieci. Chłopcy byli zachwyceni Piesiem i szaleli z nim w strugach wody ze zraszacza, którą im załączyłam dla ochłody w upalny dzień.  Po jakimś czasie Piesio zniknął. Gdy już goście odjechali, zaczęłyśmy nawoływać naszego psiaka i dopiero po dłuższym czasie znalazłyśmy go zmęczonego i śpiącego z kamieniem pod łebkiem. Francuscy kuzyni zupełnie go wykończyli.

 Jak już pisałam wielokrotnie, Piesio był żarłokiem i w po pewnym czasie zorientowałyśmy się, że zaczął podjadać kocie chrupki, które stały zawsze dostępne dla naszych tygrysków.  Rezultatem tego odkrycia było przeniesienie kociej jadalni na parapet w kuchni, gdyż apele o potrzebie dbałości o figurę nie przemawiały do naszego małego łakomczucha. Chwalić Boga, Piesio nie sięga tak wysoko.

Piesio, jak większość małych piesków jest dziamgotliwy. Trzeba to zawsze mieć na względzie wychodząc z nim na spacer, bo swoim ujadaniem antagonizuje napotkane psy, a właściwie suki (jakoś zwierzaki tej samej płci nie przepadają za sobą).  Markiz, zabierający Piesia na spacery z Julią, niejednokrotnie musiał salwować go na swoich rękach, gdy jakaś rozzłoszczona psica chciała naszego Piesia nauczyć moresu.  
Chociaż ostatnio się zdarzyło, że jakaś kundelka z 4-osobnikowej sfory nieopanowanej przez właściciela, z którą sobie obwąchiwały nosy, rzuciła się jak furia na mojego Piesio i nim ją odpędziłam razami smyczy, zdołała go zranić na grzbieciku i policzku. Następnego dnia uzbroiłam się w babciną laskę na spacer i marzyłam, że przy spotkaniu z tymi psiskami, wypałuję i sukę, co mi Piesia pogryzła i jej głupiego właściciela. Nie spotkałyśmy ich tamtego wieczora, ale nie tracę nadziei. Zemsta podobno najlepiej smakuje na zimno, a ja jestem pamiętliwa.

Piesio ma jeszcze jeden głupi nawyk, wyuczony od Alissy I, a mianowicie, rzuca się ze szczekaniem na jadące samochody. Wielokrotnie już zamykałam oczy, oczekując z trwogą pisku opon i ostatniego skowytu… Kilkakrotnie samochody hamowały i kajałam się za głupotę mojego zwierzaka (a właściwie moją).  Jeśli psiak idzie przy mnie, chwytam za kolczatkę na widok samochodu.  Gorzej, jeśli mnie wyprzedza i po swojemu, nie reaguje na wołanie.
Ten głupi nawyk Piesio z kolei przekazał Alissie II i kiedyś tylko dzięki bystrości kierowcy i dobrym hamulcom, duża psica zatrzymała się na masce, a nie wylądowała pod samochodem. Adrenalinka…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz