Mój
Tata nazywał Piesia ‘Kundek’; zdrobnienie od niemieckiego ‘kunde’ – pies.
Nieraz,
gdy odwoziłam Tatę i Marylę po pobycie u nas do Metra Wilanowska, Piesio oczywiście
musiał jechać z nami. Tata siadywał na miejscu pasażera, Maryla z tyłu, a
Piesio stojąc tylnymi łapkami na kanapie, wspinał się przednimi na ramię mojego
rodzica i wylizywał mu łysinkę. Po pewnym czasie Tata komenderował: ‘Kundek,
spokój’ i Piesio zwijał się w kłębek obok Maryli i zasypiał.
Piesio,
jak pisałam, uwielbiał jazdę samochodem. Kiedyś wyjeżdżałyśmy z Ceci na kilka
godzin w sobotę i Piesio wpakował nam się do samochodu. Załatwiałyśmy wiele
spraw i Piesio spędził w samochodzie ok. 7 godzin. Gdy wracałyśmy, siedział już
bardzo zmęczony i znudzony na tylnym siedzeniu i nawet przez okno nie chciało
mu się wyglądać. Zupełnie jak małe zmęczone dziecko.
Sądziłyśmy,
że jego entuzjazm do motoryzacji minie po tej wyprawie, ale nie. Przy następnym
wyjeździe był gotów nam znów towarzyszyć.
Piesio
miał zasadę (nadal ją ma): do pracy mogę jechać sama, ale każdy wyjazd poza
pracą musi być w jego towarzystwie. Nieraz jadąc coś załatwić w upalny dzień i
wiedząc, że zamęczyłby się w samochodzie, tłumaczyłam mu, że nie może jechać i
w ostateczności – wyrzucałam z samochodu, ale zawsze było mi go żal. Zawsze
wtedy obszczekiwał mnie przez ogrodzenie i miał, podobno, łzy w ślepkach, jak
twierdziła Ceci.
Kiedy
nadeszło znowu lato, wydumałam sobie, że zabiorę moje dziewczyny na glinianki.
Obydwie z lubością pławiły się w bajorze na Niesieble i oczami wyobraźni
widziałam moje psice taplające się w czystej wodzie.
Ponieważ
Alissa I nie jeździła samochodem, wybraliśmy się na piechotę wraz z Kumplem.
Był to poroniony pomysł. To ok. 5 km i
szliśmy jakoś na okrągło, bo nie znałam dokładnie drogi. Alissa nie chodziła
najlepiej i była zmęczona, Kumpel też ledwo doszedł. Gdy tam wreszcie
dotarliśmy, Kumpel nawet nie zszedł nad wodę, a duża psica położyła się na
brzegu i moczyła futro. Piesio trochę pobrodził po wodzie, ale nie pływał jak
rok wcześniej nad jeziorami.
Później
zabierałam czasem tylko Piesia samochodem i nawet rzucałam mu jakieś zabawki do
wody, ale bał się pływać i sama musiałam podwijać nogawki i odławiać moje
fanty. Drogę powrotną Piesio odbywał na
moich kolanach, moszcząc się na nich wygodnie mokrym zadkiem i brudząc mi
spodnie.
Którejś
soboty odwiedziła nas córka Maryli mieszkająca na stałe we Francji i jej
dzieci. Chłopcy byli zachwyceni Piesiem i szaleli z nim w strugach wody ze
zraszacza, którą im załączyłam dla ochłody w upalny dzień. Po jakimś czasie Piesio zniknął. Gdy już
goście odjechali, zaczęłyśmy nawoływać naszego psiaka i dopiero po dłuższym
czasie znalazłyśmy go zmęczonego i śpiącego z kamieniem pod łebkiem. Francuscy
kuzyni zupełnie go wykończyli.
Jak już pisałam wielokrotnie, Piesio był
żarłokiem i w po pewnym czasie zorientowałyśmy się, że zaczął podjadać kocie
chrupki, które stały zawsze dostępne dla naszych tygrysków. Rezultatem tego odkrycia było przeniesienie
kociej jadalni na parapet w kuchni, gdyż apele o potrzebie dbałości o figurę
nie przemawiały do naszego małego łakomczucha. Chwalić Boga, Piesio nie sięga
tak wysoko.
Piesio,
jak większość małych piesków jest dziamgotliwy. Trzeba to zawsze mieć na
względzie wychodząc z nim na spacer, bo swoim ujadaniem antagonizuje napotkane
psy, a właściwie suki (jakoś zwierzaki tej samej płci nie przepadają za
sobą). Markiz, zabierający Piesia na
spacery z Julią, niejednokrotnie musiał salwować go na swoich rękach, gdy jakaś
rozzłoszczona psica chciała naszego Piesia nauczyć moresu.
Chociaż
ostatnio się zdarzyło, że jakaś kundelka z 4-osobnikowej sfory nieopanowanej
przez właściciela, z którą sobie obwąchiwały nosy, rzuciła się jak furia na
mojego Piesio i nim ją odpędziłam razami smyczy, zdołała go zranić na
grzbieciku i policzku. Następnego dnia uzbroiłam się w babciną laskę na spacer
i marzyłam, że przy spotkaniu z tymi psiskami, wypałuję i sukę, co mi Piesia
pogryzła i jej głupiego właściciela. Nie spotkałyśmy ich tamtego wieczora, ale
nie tracę nadziei. Zemsta podobno najlepiej smakuje na zimno, a ja jestem
pamiętliwa.
Piesio
ma jeszcze jeden głupi nawyk, wyuczony od Alissy I, a mianowicie, rzuca się ze
szczekaniem na jadące samochody. Wielokrotnie już zamykałam oczy, oczekując z
trwogą pisku opon i ostatniego skowytu… Kilkakrotnie samochody hamowały i
kajałam się za głupotę mojego zwierzaka (a właściwie moją). Jeśli psiak idzie przy mnie, chwytam za
kolczatkę na widok samochodu. Gorzej,
jeśli mnie wyprzedza i po swojemu, nie reaguje na wołanie.
Ten
głupi nawyk Piesio z kolei przekazał Alissie II i kiedyś tylko dzięki bystrości
kierowcy i dobrym hamulcom, duża psica zatrzymała się na masce, a nie
wylądowała pod samochodem. Adrenalinka…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz