sobota, 25 stycznia 2014

Piesio - c.d.




Jakoś tak w tym okresie prowadzona była w TV akcja ‘ Cała Polska czyta dzieciom’ i w reklamie telewizyjnej tata czytał dzieciom bajki, których słuchał również pies i piesynku oraz kot i kocinki.  Ceci stwierdziła, że nazwa ‘Piesynek’ pasuje do naszego Piesia i od tej pory często tak o naszym skarbie mówiłyśmy.
Ceci zawsze miała na swoim niskim stoliczku w pokoju miseczkę z nerkowcami, które podjadała.  Gdy Piesio skończył swoją kolację i przychodził na gościnne występy do jej pokoju, czasem go częstowała orzeszkami i w końcu zaczęła układać kilka orzeszków na brzegu stoliczka, a psiak sobie je mordką ładnie zbierał. Potem, pokrzepiony, rozkładał się na Ciocinych kowarach i tarzał, zostawiając swoją krótką sierść na dywanie.  Te krótkie włoski trudno było potem usunąć odkurzaczem, nawet, przy pomocy zakupionej przeze mnie specjalnie turbo-szczotki.

Gdy przechodziłyśmy wieczorem do kuchni na naszą kolację, Piesio szedł za nami, w nadziei na jakieś smaczne kąski. Znał przysłowie: ‘Umiesz liczyć, to licz na siebie’ i nie czekał na naszą łaskę, ale wspinał się na tylne łapki, przednie - z pięknymi czarnymi szponami – opierał na stole i badał, co tam podali. Często coś mu się dostało. Jeśli nie znalazł nic ciekawego, przechodził do pokoju mojego brata za kuchnia i kładł się spać na fotelu. Gdy już zbierałam się do siebie na górę, Ceci wołała: ‘Piesynku, pora spać’ i Piesio zeskakiwał z fotela i pół senny gramolił się po schodach na piętro, na swoje posłanie.

Nadeszła pierwsza zima w życiu Piesia i przyjął ją bez lęku. Nie miał długiego futerka, jak Alissa i nie mógł za długo przebywać na świeżym powietrzu, ale na spacery maszerował ze zwykłym zapałem. Nie był może wielkim fanem śniegu jak Alissa, która pewnej zimy wygrzebała sobie jamę w śniegu pod jałowcem, ale bez wstrętu biegał po białym puchu.
Nawet jeśli śnieg sięgał mu do brzuszka, parł zawsze jak mały czołg, to skacząc 70 centymetrowymi susami, to znów biegnąc dla odpoczynku. Zawsze co najmniej 20 metrów przed pozostałymi. Prawdziwy przodownik stada.

O ile Alissa bardzo się denerwowała grzmotami i fajerwerkami na Sylwestra, Piesio znosił te hałasy spokojnie. Może dlatego, że nie ma stojących uszu i mniej do niego dociera.

Piesio nie był posłusznym pieskiem, a w każdym razie ja nie potrafiłam nigdy wyegzekwować na nim posłuszeństwa. Kiedy oddalał się po angielsku w trakcie spaceru, mogłam wołać za nim do bólu gardła i prawie widziałam to jego wzruszenie ramion. Dostawał klapsa za nieposłuszeństwo, ale przecież nie będę karać zwierzaka za moją głupotę.  Teraz, z wiekiem, zrobił się bardziej karny, ale nadal do ideału mu brakuje. Zresztą nie wiem, czy chciałabym mieć psa, który by był automatem do wykonywania moich poleceń. Zwierzę, to przecież myśląca istota, o wiele mądrzejsza od wielu dwunogów.

W końcu zimy Piesio dostał cieczkę i zamartwiałyśmy się z Ceci, żeby jakiś pies się do niego nie przyplątał (przypominam: Piesio to dziewczynka). Kiedyś zniknął swoim zwyczajem w trakcie spaceru z Ceci i jakieś psy go musiały opaść, bo uciekał co sił w swoich krótkich nóżkach i strasznie szczekał przy bocznej furtce. Ceci czym prędzej otworzyła i Piesio stracił na pewien czas zapał do samotnych włóczęg.  Kilka razy wybrał się na romantyczne spacery z Kumplem, przy blasku księżyca. Kumpel, jak przystało na leciwego psa, nie napastował raczej Piesia. 
Jak tylko cieczka dobiegła końca, zdecydowałam się wysterylizować Piesia. Zawiozłam go do Lecznicy przed pracą i zostawiłam tam pod opieką Vetów.
Gdy przyjechałam po pracy, Piesio przywitał mnie wspinając się przednimi łapkami na moje nogi, bez śladu bólu, jaki powinien odczuwać po świeżej przecież ranie (tak sobie wyobrażałam). Jak zwykle wylizywał też Vetów, aż się Doktor Małgosia wzruszyła: ‘Myślałam, że przestanie nas lubić po tym zabiegu’.
Nic z tego. Piesio jest żywą reklamą Lecznicy ‘Anda’.  Nie trzeba go wciągać na smyczy na siłę, jak innych psów. Wbiega do Lecznicy, prawie, ze śpiewem na ustach, radośnie popiskuje lub poszczekuje, wspina się łapkami na Vetów i chce lizać.  Jest łasuchem i chce głaskania i karesów. Małe ciałko aż się skręca z radości, gdy ktoś się do niego odezwie lub przytuli.  Najczęściej za swój zapał jest nagradzany jakimś psim smakołykiem.
Za każdym razem, gdy udawałam się z jakimkolwiek moim zwierzakiem do Lecznicy, Piesio musiał tam się wybrać razem z nami i najczęściej przeszkadzał. Ale musiał przyjść z wizytą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz