środa, 18 marca 2015

Piesio i Katia & Niki






Moja mała kitulka jest uratowana.
Poszłam do niej przed 6:00. Nadal siedziała na drzewie i miauczała na mój widok.
Zadzwoniłam do Straży Pożarnej, zgłaszając, że kicia nadal jest na swoim miejscu. Pan polecił zadzwonić ok. 8:00. Wróciłam do chaty, napiłam się czegoś ciepłego i poszłam z Piesiem na spacer.
O 7:30 znów byłam na moim posterunku przy Katii. Tym razem pojechałam już moją gablotą i zabrałam kontenerem.
Jakieś wrony latały nad jej głową i bałam się, że ją skaleczą, lub – gdy będzie chciała się obronić – spadnie z drzewa, a pod nim kostka granitowa. Zaczęłam płoszyć ptaszydła. Katia miauczała żałośnie. Zauważyłam, że podpełzła trochę wyżej i usadowiła się w rozgałęzieniu sosny, więc już chociaż nie wisiała.
Przed 8:00 zadzwoniłam do właścicieli posesji i spytałam, czy zezwolą Straży Pożarnej zdjąć kicię z ich drzewa. Pan się zgodził i poinformował mnie, że są w domu do 9:00 – 9:30.
Zadzwoniłam do Straży Pożarnej i przyjęto ode mnie zgłoszenie. Prosiłam, żeby byli do 9:00, bo właściciele działki, na której urzęduje moja kicia, wyjadą potem do pracy. Pan jakoś mnie spławił, ale po chwili zadzwonił i wypytał o imię, nazwisko oraz numer posesji. Obiecał, że postarają się być do 9:00.
Trochę spacerowałam, a jak zmarzłam, wchodziłam do samochodu.
Przez poprzedni dzień i noc wypaliłam półtorej paczki papierosów i mnie mdliło.
Przed 9:00 przyjechał wóz strażacki. Młodzi chłopcy zaczęli żartować, że pewnie podałam kotu kwaśne mleko, skoro uciekł tak wysoko. Poinformowali, że zaraz przyjedzie podnośnik. I czekaliśmy.
Wreszcie zjawił się podnośnik na sygnale. Trochę trwały przygotowania do operacji i wreszcie 2 strażaków wsiadło do gondoli i ramię podnośnika zaczęło się unosić.
Nad Katią było jeszcze parę metrów sosny i bałam się, że przerażone zwierzątko da dyla w górę. Ale moja malutka, chyba zrozumiała, że chcemy jej pomóc, bo dała się zdjąć z sosny bez walki. Gdy gondola była nad ziemią, podałam kontenerem i strażak trzymający kicię, włożył ją do środka. Wtedy dopiero się rozdarła.
Zaniosłam ją szybko do samochodu, a strażacy w międzyczasie odjechali i nawet nie zdążyłam im podziękować. Zrobię to w piątek, gdy znów będą na dyżurze. Podziękowałam tylko panom z podnośnika.
Zawiozłam Katię do domu i dałam jeść. Była bardzo wygłodzona.
Niki oszalał z radości na jej widok. Ona też była szczęśliwa, obwąchiwała wszystko.
Potem wpakowałam znów do kontenerka i pojechaliśmy z nią i Piesiem (do towarzystwa) do Lecznicy na oględziny.
Ranka po sterylizacji goi się ładnie. Futerko już porasta na brzuszku. Gorączki  nie stwierdzono, ale kazano ją obserwować.
Po powrocie do domu Katia znów zjadła; tym razem pierś z kurczaka, której część zjadł Niki w poniedziałek i która leżała w lodówce. Normalnie – nawet nie ruszyłaby tak ‘starego’ mięsa.
Następnie kotki ułożyłam we wschodnim pokoiku i dałam im pospać.
Katia miała jeszcze w tym dniu jakby lekki strach przed zeskakiwaniem z kuchennego blatu. Ona, która w wieku 2 miesięcy śmigała po szafkach.
Teraz jest bardziej wyciszona i nie oddala się zanadto od domu. I niech tak pozostanie.
Dla Piesia – tytułem podziękowania za towarzystwo w poszukiwaniu Katii – zakupiłam nową obróżkę przeciw-kleszczową. Szarą ‘Foresto’ – będzie pasować do szarego futerka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz