Już
karnawał dobiega końca.
Badania
Piesiowe nie pozbawiły mnie fortuny, ale uspokoiły. Piesio powinien więcej pić,
czyli tak jak w ubiegłym roku, ale poza tym nic mu nie jest. Cóż, ma zawsze
wodę do picia i nie żałuję mu, więc najwyraźniej taki jego urok. Ale, Bogu
dzięki, nic innego mu nie dolega. I niech tak zostanie, bo bardzo kocham mojego
Piesynku.
Nadal
przechodzimy przez WCkici. Niekiedy ze stratami – na przykład po wycięciu
pierwszej fajerki, chyba, Katia, bała się dziury i nasiusiała na kanapę w
południowym pokoju. Nawet dwa razy, ale dopiero za drugim razem zobaczyłam.
Kicia dostała po kuprze, a ja zmywałam kanapę Ajaxem, a potem octem. Przy
okazji zauważyłam, że kanapa, już prana kilkakrotnie po Alissie II i jej
siuśkach, ma dość skosmacone siedzisko i wymyśliłam sobie, że je obiję sztuczną
skórą – w nadziei, że nie będzie przemiękać, gdyby coś tam jeszcze się
przytrafiło. Aktualnie siedzisko jest u tapicera, a koty urzędują tylko we
wschodnim pokoju w trakcie mojej nieobecności. Trochę mi szkoda moich
kociczków, że tak mało przestrzeni mają do zabawy, ale może jutro już odzyskamy
całość. Piesio strasznie szczekał na tapicera, gdy ten wynosił fragment jego
łoża; nawet zaproponowałam, żeby pan zabrał i Piesia, do pilnowania siedziska.
Już
rozmawiałam z tapicerem na temat przebicia foteli, jak kotki bardziej podrosną
i nie będą szarpały boków. Bo, mam nadzieję, że kiedyś przestaną????
Katia
nadal jest przytulanką i lubi się łasić, ot, na przykład teraz, gdy piszę, leży
na moich kolanach i mruczy. Mruży ślepka i łasi się, gdy ją wziąć na ręce
(najczęściej przynajmniej).
Niki
jest zupełnie inny. Nigdy nie przyjdzie sam, trzeba go złapać i przytulić na
siłę, ale wtedy odpycha się tylnymi łapkami i każdy widzi, że mu to żadnej
przyjemności nie sprawia.
Nie
ociera się o nogi, jak to inne ludzkie koty robią. Jedynie wieczorem, gdy już
szykuję się do snu i siedzę z nogami na łóżku – pakuje mi się na kolana i
zaczyna mnie ugniatać. Gdy był mniejszy, kładł się po jakimś czasie na moich
nogach i zasypiał. Teraz jest już dużym kotkiem, więc po kilkuminutowym masażu,
schodzi na kołdrę i tam się układa do snu. Katia czasem położy się obok. Gdy
już pora spać – zanoszę moje kotki do ich łóżeczka, którym, na obecną chwilę,
jest kilkukrotnie złożony koc na wersalce we wschodnim pokoju. Tutaj zamykam
moje kociaki, żeby nie rozrabiały.
Jedynym
stworzeniem, do którego Niki usiłuje się łasić jest ….. Piesio. Wielokrotnie
obserwuję, jak kociczek podchodzi do mojej Suni i chce się o nią otrzeć. Piesio
w takich momentach drętwieje i tylko widzę jego czujne, żeby nie powiedzieć,
przerażone oczy. Ale nie reaguje warknięciem, jak powitałby awanse Katii. Niki
jest u Piesia na specjalnych warunkach; nie ma mowy o wielkim uczuciu, ale
Piesio chyba nadal pamięta tego malutkiego kitulka wielkości mojej dłoni, który
na powitanie chciał mu dać buzi. Kitulek jest już duży, ba, jego łepek jest
prawie takiej wielkości, jak on cały był w końcu czerwca 2014, ale moja Sunia
go takim pamięta i pozwala mu się położyć obok siebie na moim łóżku. W
stosownej odległości i bez nadmiaru czułości, oczywiście. Piesio jest jednak
małym egoistą i o tym trzeba pamiętać.
Tylko ja mogę go wytarmosić, wycałować w brzuszek….. Nie, to nie prawda;
Piesio zezwala na karesy prawie każdemu dwunogowi, a jeśli będzie samcem, to
tym lepiej. Ostatnio Piesio skoncentrował na sobie uwagę księdza dobrodzieja w
trakcie Kolendy. Ksiądz lubi zwierzaki i bardzo miło sobie o nich gawędziliśmy,
a Piesio rozsiadł się obok niego na kanapie i szturchając łapką domagał się
nowych karesów. Taki Piesio to ma życie, nieprawdaż???



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz