niedziela, 31 lipca 2016

Piesio - post scriptum



Kilka dni przed pierwszą miesięcznicą od odejścia Piesia uczestniczyłam w ceremonii pogrzebowej koleżanki po profesji z innego banku. Nie wiem, czy poznałyśmy się osobiście; może kilka lat temu na jakimś spędzie bankowym organizowanym przez zagranicznego korespondenta. Wielokrotnie jednak korespondowałyśmy mailem i rozmawiałyśmy przez telefon. Miła i serdeczna pani. Jedna z nielicznych już dam bankowości korespondenckiej.
Po mszy, gdy zaintonowano ‘Anielski orszak’ wyobraziłam sobie anioły unoszące się po niebie na skrzydłach,  w swoich powiewnych szatach, przypominających nocne koszule i pośród nich ….. mojego Piesia, poruszającego łapkami, jak przy pływaniu, sterującego  swoim ogonkiem. Uszka powiewały mu delikatnie na wietrze….

Łzy zakręciły mi się w oczach i wiernym mogło się wydawać, że to zmarłą koleżankę opłakuję.
Pewnie będę się smażyć za to w piekle.
Brak mi mojego Piesynka. Mam go ciągle przed oczami wpatrującego się we mnie swoimi dużymi, poważnymi ślepkami, jak oczy ciemnoskórych dzieci.
I nie wiem, czy czegoś oczekuje ode mnie. A może tylko dotrzymuje mi towarzystwa….
I niech tak zostanie ze mną.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz