poniedziałek, 13 stycznia 2014

Piesio - c.d.



Jak już pisałam, traktowałam Piesia jak spóźniona mateczka swoje najmłodsze dziecię powite w okresie przekwitania. Piesio miał wielkie łapki, jak to szczeniaki, ale mi się wydawały zbyt wielkie i trochę koślawe, więc podejrzewając, że szczeniak ma krzywicę, zaczęłam go dokarmiać witaminą D3. Piesio był od początku wszystkożerny, więc i witaminki zajadał.

Muszę przyznać, że od początku był bardzo czysty.  Tylko 2 razy nasiusiał w przedpokoju na parterze, przy drzwiach i podejrzewam, że sygnalizował w nocy, że chce wyjść, ale nikt nie słyszał. Bo Piesio nie szczekał, a ni nie piszczał, gdy chciał wyjść tylko tak mruczał gardłowo.

Z Alissą się pięknie bawili, a ruch przy tej zabawie pomógł psicy wzmocnić operowaną tylną łapę i stanąć wreszcie pewnie na niej. Tak więc pożytek z malucha był duży.
Z moimi kotami Piesio miał przykrą przygodę: któregoś pogodnego dnia, gdy okna były pootwierane, a ja przebywałam na podwórzu, usłyszałam, dochodzące z piętra, szczenięce szczekanie, które zdało mi się wołaniem o pomoc. Pognałam po schodach do mojej wieży i zobaczyłam moje małe psiątko wciśnięte w kąt i moje dwa drapieżniki zbliżające się do niego z obu stron. Popędziłam moje kociska i uratowałam Piesia, który od tej pory z dość dużą rezerwą podchodził do kotów. Nie wiem, co im odbiło; Misia z Alissą prawie się przyjaźniły. No, ale Alissa była wielkim wilczurem, a Piesio tylko czteromiesięcznym małym szczeniakiem.

Jak już wspomniałam Piesio był żarłokiem i zjadał wszystko: orzeszki, winogrona (jeśli się nadgryzło i poczuł słodycz), ciasteczka i oczywiście wszelkie wędliny i mięsa.
Wieczorem, gdy nakładałam moim dziewczynkom kolację na miski, po pewnym czasie zamieniały się i każda mogła sprawdzić, że ta druga nie dostała nic lepszego.

Chodziliśmy w pola na spacery we czwórkę, razem z Kumplem, który bardzo dobrze odnosił się do Piesia. Piesio wysforowywał się na ogół na przodownika stada i biegł jako pierwszy; Alissie na tym zaszczycie zdawało się nie zależeć zupełnie.
Kilkakrotnie spotykałam panie z pieskami, które na widok Piesia wołały jedna do drugiej: ‘ O, zobacz, to ten piesek. Dzieci go uwielbiały’. I dośpiewałam sobie resztę: jakieś bachory się pobawiły ze znalezionym psiakiem, a potem wieczorem rodzice wystawiali zwierzaka za ogrodzenie, żeby nie było problemu i maluch błąkał się od chaty do chaty, dopóki pani Teresa nie przyprowadziła go do pani Zofii.  Nie był dostatecznie rasowy dla śmietanki konstancińskiej.

Piesio był kundelkiem, ale pełnym uroku, jeśli nie porywającej urody. Aczkolwiek szlachetność mojego serca została nagrodzona, bo jakiś czas później, przy okazji wizyty w Lecznicy, Doktor Darek pokazał mi w dużym atlasie psów podobiznę Piesia jako ‘basset bleu de Gascogne’, czyli niebieskiego psa gończego z Gaskonii popularnego w XIV wieku, służącego do polowań myśliwym pieszym.  Jeśli wygooglować sobie tę nazwę zobaczyć można koloryt futerka wraz ze wszystkimi dokładnie plamkami czarnymi. Oryginalny basset ma większą głowę i kłapiaste uszy. Mój Piesio ma mniejszą główkę jamnika i takież uszka oraz jest wyższy i szczuplejszy od basseta.  Zresztą, jak niedawno publikowała Gazeta Wyborcza, rasy psów na przestrzeni ostatnich 100 lat się bardzo zmieniły i np. bassety miały dawniej krótsze uszy i były wyższe. Może mój Piesio jest właśnie bliższy swojemu gaskońskiemu protoplaście niż współczesne bassety. Trudno zresztą sobie wyobrazić długouchego i ciężkiego basseta jako psa myśliwskiego; te uszyska zaczepiałyby mu się o krzaki. Mój Piesio to co innego!!!
Ma zresztą jakiś instynkt łowiecki, bo wytropi każdego bażanta w zaroślach, a gdy poczuje grubszą zwierzynę, wydaje jakiś taki dziwny odgłos, jakby nawoływanie do gonitwy i rzuca się w pościg. Uczciwie muszę jednak przyznać, że nigdy nic nie upolował i chwalić Boga, bo nie wiedziałabym co mam robić z rannym łupem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz