Piesio
był włóczykijem i często się ‘urywał’ w trakcie spaceru z Ceci w ciągu dnia i
wracał po godzinie lub dwóch szczekając ponaglająco pod furtką. Kumpel, pies
pani Heni, był często inicjatorem tych wycieczek. Sąsiedzi nie kładli kostki na
swoim podwórzu, żeby nie likwidować swobodnego przejścia dla Kumpla pod furtką;
tym swoim korytarzem wchodził i wychodził kiedy wola. Kumpel był już leciwym
psem i bardzo mądrym; jeśli gdzieś Piesia wyprowadził na wycieczkę w pole, to
wiadomo było, że go również przyprowadzi zdrowego i całego.
Piesio
uwielbiał jeździć samochodem i często na krótsza trasy zabierałam go ze sobą.
Kiedyś w lecie kupowałam w Leroy Merlin jakieś wapno w dużej torbie na placu z
materiałami budowlanymi i chcąc zapłacić
weszłam do sklepu, zostawiając Piesia w samochodzie. Okno było otwarte i przez
nie zaczął się wydobywać żałosny skowyt. Wróciłam więc i wyjęłam szczeniaka z
samochodu, posadziłam sobie na biodrze jak wytrawna matka i zawróciłam się do
oczekujących w kolejce klientów z prośbą, by mnie przepuścili ‘bo mała się
zapłacze’. Dobrzy ludziska popatrzyli na głupią babę ze współczuciem, ale się zgodzili, a wdzięczny Piesio wylizywał
mi twarz ze wszystkich stron.
Piesio
do tej pory lubi jazdę samochodem, najczęściej na siedzeniu pasażera (jeśli już
nie może za kierownicą) i wtedy siedzi spokojnie w czasie jazdy, ale gdy tylko
stanę na światłach zaczyna mnie szturchać łapą, abym go głaskała po łebku. Gdy
ruszamy dalej, znów jest spokojny.
Kupiłam
dla Piesia budę. Jak przystało na dobrą panią – pojechaliśmy razem po nasz
zakup. Piesio niewiele myśląc wybrał największą, chyba dla owczarka niemieckiego
i rozsiadł się w niej wygodnie. Wyglądał bardzo dystyngowanie. Niestety, ja
zaplanowałam umieszczenie Piesiowej budy na werandzie, za drzwiami, więc nie
mogła być taka duża. Psiak nieprędko się przekonał do swojego domku i często
zajmował dużą budę Alissy.
Na
tej budzie Piesio wyczekiwał w pogodne dni mojego powrotu z pracy. Gdy
podjeżdżałam i otwierałam bramę pilotem, podbiegał do samochodu i wspinał się
na drzwi (miałam je bardzo podrapane i przed sprzedażą samochód musiał być
polerowany, żeby te szramy polikwidować).
Szybko więc otwierałam i wtedy szczeniak wskakiwał do samochodu i w
szale radości uruchamiał łapkami klakson i wycieraczki przez cały czas
popiskując i mnie liżąc. Jak tu nie kochać takiego stworzenia !
We
wrześniu 2005 wybrałyśmy się z koleżanką i Piesiem do pensjonatu wspólnego
kolegi z okresu pilockiego nad jeziora.
Piesio bardzo źle zniósł podróż samochodem na tylnej kanapie; pewnie
miał chorobę lokomocyjną. Koleżanka wyjechała po 3 dniach autobusem, a my z
Piesiem jeszcze zostaliśmy 2 dni i łaziliśmy sobie po lasach. Piesio pływał w
jakimś małym stawie i fajnie mu to wychodziło. Drogę powrotną, na przednim
siedzeniu zniósł dużo lepiej. Stwierdziłam, że ma awersję do tylnej kanapy, bo
najchętniej siedziałby za kierownicą.
W
trakcie pobytu nad jeziorami lub tuż po powrocie do domu Piesio musiał złapać
kleszcze, bo Ceci stwierdziła, że jest jakiś osowiały. Gdy jeszcze nie zjadł
kolacji – on, żarłok pierwszej klasy, zapakowałam go do samochodu i zawiozłam
do Lecznicy. Tam Doktor Małgosia znalazła mu jednego kleszcze na karku, takiego
nakrapianego, więc wysłano nas na badanie do Przychodni w Piasecznie. Badanie
krwi z ucha potwierdziło babeszi, ale na bolesny zastrzyk odesłano nas już do
naszej Lecznicy. Doktor Małgosia, Doktor Darek i ja trzymaliśmy 6-miesięcznego
szczeniaka w trakcie robienia tego zastrzyku i całe Chylice tudzież część
Konstancina wiedziały, że Piesiowi dzieje się krzywda, tak głośno się skarżył.
Doktor Darek stwierdził, że teoretycznie przez kilka dni powinnam przychodzić z
Piesiem na kroplówkę, ale on sobie nie wyobraża leżenia na moim psiaku przez
pół godziny, więc muszę dbać o pojenie szczeniaka i obserwowanie go. Udało się
wyjść z babeszi obronną ręką i za dwa dni Piesio już miał swój normalny apetyt.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz