sobota, 25 stycznia 2014

Piesio - c.d.



Piesio był włóczykijem i często się ‘urywał’ w trakcie spaceru z Ceci w ciągu dnia i wracał po godzinie lub dwóch szczekając ponaglająco pod furtką. Kumpel, pies pani Heni, był często inicjatorem tych wycieczek. Sąsiedzi nie kładli kostki na swoim podwórzu, żeby nie likwidować swobodnego przejścia dla Kumpla pod furtką; tym swoim korytarzem wchodził i wychodził kiedy wola. Kumpel był już leciwym psem i bardzo mądrym; jeśli gdzieś Piesia wyprowadził na wycieczkę w pole, to wiadomo było, że go również przyprowadzi zdrowego i całego.

Piesio uwielbiał jeździć samochodem i często na krótsza trasy zabierałam go ze sobą. Kiedyś w lecie kupowałam w Leroy Merlin jakieś wapno w dużej torbie na placu z materiałami budowlanymi i  chcąc zapłacić weszłam do sklepu, zostawiając Piesia w samochodzie. Okno było otwarte i przez nie zaczął się wydobywać żałosny skowyt. Wróciłam więc i wyjęłam szczeniaka z samochodu, posadziłam sobie na biodrze jak wytrawna matka i zawróciłam się do oczekujących w kolejce klientów z prośbą, by mnie przepuścili ‘bo mała się zapłacze’. Dobrzy ludziska popatrzyli na głupią babę ze współczuciem,  ale się zgodzili, a wdzięczny Piesio wylizywał mi twarz ze wszystkich stron.

Piesio do tej pory lubi jazdę samochodem, najczęściej na siedzeniu pasażera (jeśli już nie może za kierownicą) i wtedy siedzi spokojnie w czasie jazdy, ale gdy tylko stanę na światłach zaczyna mnie szturchać łapą, abym go głaskała po łebku. Gdy ruszamy dalej, znów jest spokojny.

Kupiłam dla Piesia budę. Jak przystało na dobrą panią – pojechaliśmy razem po nasz zakup. Piesio niewiele myśląc wybrał największą, chyba dla owczarka niemieckiego i rozsiadł się w niej wygodnie. Wyglądał bardzo dystyngowanie. Niestety, ja zaplanowałam umieszczenie Piesiowej budy na werandzie, za drzwiami, więc nie mogła być taka duża. Psiak nieprędko się przekonał do swojego domku i często zajmował dużą budę Alissy.
Na tej budzie Piesio wyczekiwał w pogodne dni mojego powrotu z pracy. Gdy podjeżdżałam i otwierałam bramę pilotem, podbiegał do samochodu i wspinał się na drzwi (miałam je bardzo podrapane i przed sprzedażą samochód musiał być polerowany, żeby te szramy polikwidować).  Szybko więc otwierałam i wtedy szczeniak wskakiwał do samochodu i w szale radości uruchamiał łapkami klakson i wycieraczki przez cały czas popiskując i mnie liżąc. Jak tu nie kochać takiego stworzenia !

We wrześniu 2005 wybrałyśmy się z koleżanką i Piesiem do pensjonatu wspólnego kolegi z okresu pilockiego nad jeziora.  Piesio bardzo źle zniósł podróż samochodem na tylnej kanapie; pewnie miał chorobę lokomocyjną. Koleżanka wyjechała po 3 dniach autobusem, a my z Piesiem jeszcze zostaliśmy 2 dni i łaziliśmy sobie po lasach. Piesio pływał w jakimś małym stawie i fajnie mu to wychodziło. Drogę powrotną, na przednim siedzeniu zniósł dużo lepiej. Stwierdziłam, że ma awersję do tylnej kanapy, bo najchętniej siedziałby za kierownicą.
W trakcie pobytu nad jeziorami lub tuż po powrocie do domu Piesio musiał złapać kleszcze, bo Ceci stwierdziła, że jest jakiś osowiały. Gdy jeszcze nie zjadł kolacji – on, żarłok pierwszej klasy, zapakowałam go do samochodu i zawiozłam do Lecznicy. Tam Doktor Małgosia znalazła mu jednego kleszcze na karku, takiego nakrapianego, więc wysłano nas na badanie do Przychodni w Piasecznie. Badanie krwi z ucha potwierdziło babeszi, ale na bolesny zastrzyk odesłano nas już do naszej Lecznicy. Doktor Małgosia, Doktor Darek i ja trzymaliśmy 6-miesięcznego szczeniaka w trakcie robienia tego zastrzyku i całe Chylice tudzież część Konstancina wiedziały, że Piesiowi dzieje się krzywda, tak głośno się skarżył. Doktor Darek stwierdził, że teoretycznie przez kilka dni powinnam przychodzić z Piesiem na kroplówkę, ale on sobie nie wyobraża leżenia na moim psiaku przez pół godziny, więc muszę dbać o pojenie szczeniaka i obserwowanie go. Udało się wyjść z babeszi obronną ręką i za dwa dni Piesio już miał swój normalny apetyt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz