niedziela, 12 stycznia 2014

Piesio






Było popołudnie czerwcowe 2005 i wracałam ze spaceru z moją psicą Alissą I i psem sąsiadów Kumplem. Gdy mijaliśmy dom sąsiadów u wlotu na naszą uliczkę, zauważyłam na ich posesji szarego szczeniaka z czarnymi kropkami, który na nasz widok zaczął po szczenięcemu ujadać. Sąsiedzi mieli do tej pory wiekowego owczarka niemieckiego, który niedawno odszedł i trochę się zdziwiłam, że tak szybko weszli w posiadanie nowego pupila. Zagadałam do pieska przez ogrodzenie, a on niewiele myśląc przecisnął się między sztachetami ogrodzenie (ok. 15 cm) i podreptał za nami. Przez moje ogrodzenie też się przecisnął i znalazł się na naszym podwórzu.
Moja ciocia – Ceci, która właśnie wyszła na werandę zdziwiła się, co to za nowy nabytek, ale jej wyjaśniłam, że to piesek sąsiadów, a następnie wzięłam szczeniaczka na ręce i odniosłam do właścicieli. Pani Zofia wyjaśniła, że Kropkę, jak nazwano pieska, przyprowadziły jej sąsiadki, a znalazły go zagubionego przy pętli autobusowej.
Następnego dnia, gdy wyszłam z domu, znalazłam psiaka na werandzie, wijącego się z radości i merdającego energicznie ogonkiem.   Byłam na urlopie i nie było potrzeby się spieszyć, więc po porannej kawie zadzwoniłam do właściciela pieska, poinformowałam go, że dobytek jest u mnie i zaprosiłam na kawę. 
W trakcie kawy pan Stanisław wyjaśnił, że ma świadomość, że piesek przechodzi przez ogrodzenie, ale on nie chce poprawiać ogrodzenia, bo liczy, że jego żona podpasie malca i problem zniknie. Nie ukrywał w rozmowie, że osobiście wolałby jakiegoś większego psa, a nie takiego szkraba, który mógł wyrosnąć do wysokości jamnika, może niewiele więcej. Przed odejściem, sąsiad wziął szczeniaka na ręce, a ten – jakby się odpychał łapkami od niego.  Było mi trochę przykro; do mnie piesek się tulił.
W ciągu dnia piesek jeszcze nas parę razy odwiedził i za każdym razem go odnosiłam do jego domu, przerzucałam za ogrodzenie i jeśli kogoś widziałam na podwórzu, wołałam: ‘Odnoszę piesia’ i tak zostało. Piesio.
Któregoś dnia przy takiej okazji, pani Zofia spytała, czy nie chcę go zatrzymać. ‘Ależ ja mam dużą Alissę i 2 koty.  Nie potrzebuję jeszcze jednego psa’ – odparłam.

Alissa I była po operacji stawu biodrowego (miała ją w marcu) i następnego dnia wybierałyśmy się do Lecznicy na prześwietlenie.  Alissa po upływie ponad 2 miesięcy nadal nie chodziła na operowaną nogę i chciałam sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku; miała być prześwietlona.
Następnego dnia rano zastałam naszego stałego gościa na werandzie całego w lansadach.  Ponieważ Alissa I nie jeździła samochodem, do Lecznicy szłyśmy na piechotę, a Piesio podreptał za nami.  Vetowie mają mini schronisko dla bezpańskich zwierząt przy Lecznicy i tam Piesio spotkał tłuściutkiego szczeniaka Kluskę, z którym zaczął się bawić. Trochę to trwało, bo Alissę trzeba było uśpić do prześwietlenia. Nim psica stanęła znowu pewnie na swoich łapach, Piesio szalał z Kluską wokół samochodu i pod samochodem Doktora Darka. Zabawa takich małych psiaków to czysta radość dla oczu. Zaśmiewaliśmy się w Lecznicy obserwując Piesia i Kluskę. Sądzę, że to były dla nich wspaniałe 2 godziny, albo i dłużej.

Po południu odniosłam Piesia do jego Państwa, ale nim zdołałam dotrzeć do mojego domostwa, szczeniak był już przy mnie. Zaczęłam mu tłumaczyć, że to nie jego domek, że ma swoich Państwa i tak dalej.  Na ten mój monolog na drodze wyszła ze swojej bramy moja najbliższa sąsiadka - pani Henia z miotłą w ręce i pogoniła Piesia w kierunku jego domu. Odchodził wolnym krokiem, właściwie wlókł się, ale co chwila oglądał się na mnie z ogromnym żalem w ślepkach, a mi się serce krajało.

Około 20:00 przyszedł pan Stanisław, pytając czy jest u nas jego piesek. Odpowiedziałam, że odszedł w kierunku ich domu. Chodziliśmy i wołaliśmy po drodze i polach, ale Piesia nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz