Piesio (moja mniejsza
sunia) przywitał nas szczekaniem, wyraźnie obrażony na innego psa na podwórzu.
Na werandzie pojawił się mój kot Agis i zoczywszy nieznane zwierzę, rzucił się
do ucieczki po schodach na pierwsze piętro. A sunia za nim, ale gdy krzyknęłam
‘Alissa! Alissa!’, to się zatrzymała w połowie schodów (poprzednia Alissa nie
wchodziła po schodach, poza werandą). Wydawało mi się, że sunia raczej z
ciekawości ścigała kota; może nigdy nie widziała takiego zwierzaka???
Rozsiadłyśmy się, z Ceci
na werandzie i wysłuchiwałam obiekcji mojej cioci, co do nowego nabytku. Alissa
usiadła obok mojego fotela.
Jakieś pół godziny po naszym
powrocie przyjechał mój brat z żoną. Alissa prawie weszła pod mój fotel i aż
się skuliła, gdy brat się zbliżał. Stwierdziłam, że jakiś chłop musiał się nad
nią znęcać.
Kilka godzin później, gdy
serwowałam kolację moim psom, dałam suni chrupki Chappi z takąż konserwą i
myślałam, że sunia zje miskę, taka była głodna, a przecież od tygodnia
normalnie jadał u pana leśniczego.
Nad wieczorem wyszłyśmy na
spacer w pola; chciałam sunię pokazać pani Beacie. Ciągnęła mnie na smyczy tak
szybko, że myślałam, że mi rękę ze stawu w ramieniu wyrwie. Po kilkudziesięciu
metrach zawróciłam i założyłam jej kolczatkę po Alissie I, żeby ją, choć trochę
utrzymać. I tak podeszłyśmy do domu pani Beaty. Alissa na powitanie wspięła się
na nią, jak poprzednio na mnie. ‘Młodziutka sunia’ – zauważyła pani Beata - ‘I
jaka wychudzona’. Pierwsza znajomość została zawarta.
Jakoś sobie wydumałam, że
Alissa II, podobnie jak jej poprzedniczka będzie urzędowała na podwórzu.
Pokazałam
jej budę z wypranym dywanikiem i wieczorem zostawiłam na zewnątrz. Rano ją
znalazłam skuloną na Piesiowej budzie na werandzie, wszystkiego 40 cm x 80 cm,
niewiele jak na moją długonogą sunię.
W ciągu dnia pokazałam
suni jak się wchodzi do budy, gdyż chciała, żeby wygodnie jej się spało. Ale
sama mnie chciała wejść, więc ja weszłam pierwsza, a ona za mną i ułożyła się
tak, że nie mogłam wyjść. W końcu się jakoś wydostałam, ale Alissa też wyszła i
chociaż w ślad za piłeczką wchodziła do budy, nie chciała w niej pozostać.
Mogłam liczyć tylko, że z czasem się przekona.
Od razu następnego dnia
poszłyśmy do Lecznicy, żeby Alissę zaszczepić przeciwko wściekliźnie. Pani
Doktor obejrzała ją dokładnie i stwierdziła, że jej zdaniem jest trochę starsza
niż rok, ale na moje pełne przekonania stwierdzenie, że na pewno jest w tym
wielu, wpisała jej rok do książeczki zdrowia. Alissa ważyła 25 kg, przy jej
wzroście 90 cm na wysokości czubków uszu. Była wychudzona i miała brzydnie
futro bez połysku.
Alissa przez cały czas się
nie odzywała, chociaż Piesio kilka razy już ujadał. Byłyśmy z Ceci
przeszczęśliwe; może, chociaż jeden pies będzie cichy… Niestety, po tygodniu
sunia się oswoiła i zaczęła również szczekać, nie tak często jak Piesio i
reagowała na próby uciszenia, ale jednak nie była niema.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz