wtorek, 10 grudnia 2013

Alissa II - c.d.



Z czasem Wołodia pracował coraz mniej i często Alissa zostawała w domu razem z nim. On najczęściej spał lub leżał w łóżku i oglądał telewizję, a psica rozrabiała: kilka razy zabrała z przedpokoju moje buty na górę, ale obyło się bez zniszczeń.
Luda i Swieta miały mniej szczęścia, bo sunia pogryzła im obcasy przy butach zimowych. Były to wprawdzie jakieś pożyczone buty od koleżanki, ale one ich używały nim kupiły sobie nowe i było mi głupio. One się śmiały tylko i mówiły, że nie szkodzi, a następnej niedzieli poszły na zakupy.

Już nastały pierwsze chłody, kiedy Alissa złapała kleszcza. Nie jadła jednego dnia, co dla niej było dziwne, a kiedy następnego dnia też nie ruszyła kolacji, natychmiast wpakowałam do samochodu i pognałyśmy do Lecznicy. Tam, oczywiście, badanie wykazało babeszi i sunia dostała ten okropny zastrzyk. Po powrocie weszła do jurty i …. zaczęła płakać. Luda zawołała: ‘Pani Jolanta. Takie łzy jej z oczu leciały. Nigdy w życiu nie widziałam, żeby pies płakał’. A Luda jest w końcu weterynarzem z wykształcenia, mimo, że w Polsce sprząta mieszkania. Zadzwoniłam do Lecznicy i opowiadam, że sunia płacze. Pan Doktor mnie pocieszył, że zastrzyk, który dostała to silna trucizna i ona może wymiotować i cierpieć, ale jej powinno niebawem przejść. I przeszło. I chyba nie było żadnych powikłań, ale od tej pory bardzo pilnowałam, żeby na czas zabezpieczyć moje psice przed kleszczami.

Sunia była zawsze żarłokiem, a ponieważ była wysoka, mogła spokojnie ściągnąć smaczne kąski z szafki, czy kuchni. Kiedyś Luda usmażyła wieczorem kotlety mielone (chyba z 10 takich mniejszych) i zostawiła, żeby wystygły w nocy. Rano je widziałam na szafce przy kuchni na talerzyku pod sitkiem. Podobno Wołodia wszedł do kuchni tuż po moim wyjściu i zobaczył już tylko odrzucone sitko i pusty wylizany talerzyk.  Luda zadzwoniła do mnie na komórkę i poinformowała: ‘Pani Jolanta. Alissa zjadła kotlety’.  A ja na to: ‘Strasznie mi przykro. Kupię wam kurczaka z rożna, żebyście mieli na kolację po powrocie. Czy tak w porządku?’.  Luda czym prędzej zaprzeczyła: ‘Ale ja nie dlatego dzwonię. Pani jej nie daje smażonego, więc gdyby się źle czuła, żeby pani wiedziała, co jadła’. Kurczaka kupiłam, a Alissie oczywiście nic po smażonych kotletach nie było.
Innym razem wyjęłam z lodówki duszone mięso dla psic i postawiłam w garnuszku na lepce przy kuchni, żeby się zagrzało.  Gdy przyszła pora kolacji, sięgnęłam machinalnie po garnuszek i moja ręka trafiła w próżnię. Nauczona doświadczenie przeszłam do pokoju obok, a tam sunia rozłożona leniwie na narożniku wylizuje już tylko opróżnione naczynie.
Dłuższy czas już później, w innej kuchni, wyjęłam z zamrażalnika upieczoną pierś indyka i postawiłam na kuchennej szafce, żeby rozmarzła. To w zimie 2011/2012 tuż przed dużymi mrozami i chciałam zabezpieczyć rośliny włókniną. Było już bardzo chłodno i zostawiłam obie psice w domu, żeby nie marzły. Po powrocie zobaczyłam, że Alissa leży na dywanie i coś tam zajada. Spojrzała na mnie przez ramię i wróciła do swojego jedzenia. Dopiero, gdy zauważyłam pusty talerzyk, zorientowałam się, co było łupem Alissy. Wściekłam się na nią i dosłownie wykopałam ją z domu. Poszła do jurty, a ja zaczęłam oglądać resztki indyka, z którego sunia zjadła to, co rozmarzło. Połowa jeszcze dla mnie została po okrojeniu z psich zębów.  Po pewnym czasie ruszyło mnie sumienie i wpuściłam psicę do środka, bo stwierdziłam, że jak się rozchoruje, to tylko kłopot będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz