Z czasem Wołodia pracował
coraz mniej i często Alissa zostawała w domu razem z nim. On najczęściej spał
lub leżał w łóżku i oglądał telewizję, a psica rozrabiała: kilka razy zabrała z
przedpokoju moje buty na górę, ale obyło się bez zniszczeń.
Luda i Swieta miały mniej
szczęścia, bo sunia pogryzła im obcasy przy butach zimowych. Były to wprawdzie
jakieś pożyczone buty od koleżanki, ale one ich używały nim kupiły sobie nowe i
było mi głupio. One się śmiały tylko i mówiły, że nie szkodzi, a następnej
niedzieli poszły na zakupy.
Już nastały pierwsze
chłody, kiedy Alissa złapała kleszcza. Nie jadła jednego dnia, co dla niej było
dziwne, a kiedy następnego dnia też nie ruszyła kolacji, natychmiast wpakowałam
do samochodu i pognałyśmy do Lecznicy. Tam, oczywiście, badanie wykazało
babeszi i sunia dostała ten okropny zastrzyk. Po powrocie weszła do jurty i ….
zaczęła płakać. Luda zawołała: ‘Pani Jolanta. Takie łzy jej z oczu leciały.
Nigdy w życiu nie widziałam, żeby pies płakał’. A Luda jest w końcu
weterynarzem z wykształcenia, mimo, że w Polsce sprząta mieszkania. Zadzwoniłam
do Lecznicy i opowiadam, że sunia płacze. Pan Doktor mnie pocieszył, że
zastrzyk, który dostała to silna trucizna i ona może wymiotować i cierpieć, ale
jej powinno niebawem przejść. I przeszło. I chyba nie było żadnych powikłań,
ale od tej pory bardzo pilnowałam, żeby na czas zabezpieczyć moje psice przed
kleszczami.
Sunia była zawsze
żarłokiem, a ponieważ była wysoka, mogła spokojnie ściągnąć smaczne kąski z
szafki, czy kuchni. Kiedyś Luda usmażyła wieczorem kotlety mielone (chyba z 10
takich mniejszych) i zostawiła, żeby wystygły w nocy. Rano je widziałam na
szafce przy kuchni na talerzyku pod sitkiem. Podobno Wołodia wszedł do kuchni
tuż po moim wyjściu i zobaczył już tylko odrzucone sitko i pusty wylizany
talerzyk. Luda zadzwoniła do mnie na
komórkę i poinformowała: ‘Pani Jolanta. Alissa zjadła kotlety’. A ja na to: ‘Strasznie mi przykro. Kupię wam
kurczaka z rożna, żebyście mieli na kolację po powrocie. Czy tak w porządku?’. Luda czym prędzej zaprzeczyła: ‘Ale ja nie
dlatego dzwonię. Pani jej nie daje smażonego, więc gdyby się źle czuła, żeby
pani wiedziała, co jadła’. Kurczaka kupiłam, a Alissie oczywiście nic po
smażonych kotletach nie było.
Innym razem wyjęłam z
lodówki duszone mięso dla psic i postawiłam w garnuszku na lepce przy kuchni,
żeby się zagrzało. Gdy przyszła pora
kolacji, sięgnęłam machinalnie po garnuszek i moja ręka trafiła w próżnię.
Nauczona doświadczenie przeszłam do pokoju obok, a tam sunia rozłożona leniwie na
narożniku wylizuje już tylko opróżnione naczynie.
Dłuższy czas już później,
w innej kuchni, wyjęłam z zamrażalnika upieczoną pierś indyka i postawiłam na
kuchennej szafce, żeby rozmarzła. To w zimie 2011/2012 tuż przed dużymi mrozami
i chciałam zabezpieczyć rośliny włókniną. Było już bardzo chłodno i zostawiłam obie
psice w domu, żeby nie marzły. Po powrocie zobaczyłam, że Alissa leży na
dywanie i coś tam zajada. Spojrzała na mnie przez ramię i wróciła do swojego
jedzenia. Dopiero, gdy zauważyłam pusty talerzyk, zorientowałam się, co było
łupem Alissy. Wściekłam się na nią i dosłownie wykopałam ją z domu. Poszła do
jurty, a ja zaczęłam oglądać resztki indyka, z którego sunia zjadła to, co
rozmarzło. Połowa jeszcze dla mnie została po okrojeniu z psich zębów. Po pewnym czasie ruszyło mnie sumienie i wpuściłam
psicę do środka, bo stwierdziłam, że jak się rozchoruje, to tylko kłopot
będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz