Ceci zmarła w drugiej
połowie sierpnia 2010 i od tej pory moje zwierzaki zostawały same przez 11
godzin, kiedy wychodziłam do pracy. Piesio wygrzewał się na słoneczku lub
zwijał w budzie i spał, Agis – jak to kot – chodził własnymi drogami, a biedna
Alissa szalała z nudy. Zaczęła mi przekopywać ogród, rozkopywała grób Alissy I
i kilka razy dostała w skórę, bo dokopała się już do koca, w którym stara psica
była pochowana. Wiedziała, że źle robi, ale po prostu energia ja rozsadzała. To
jej ADHD….
We wrześniu miałam 2
tygodnie urlopu i przyszedł zaprzyjaźniony Ukrainiec Wołodia, żeby mi połączyć
małe szambo z kanalizacją. Alissa z miejsca się w nim zakochała. On zresztą też
ją polubił. Niektóre psy nie lubią ludzi pachnących alkoholem; Wołodia nieraz
pachniał piwem, a suni to nie przeszkadzało. Mogłaby go zalizać na śmierć.
Po początkowym strachu
przed mężczyznami Alissa okazała się straszną chłopaciarą. Jakikolwiek mężczyzna
do mnie przychodził, zawsze go na początku obszczekiwała wraz z Piesiem, a potem,
gdy już usiadł, zaczynało się podlizywanie: wchodziła przednimi łapami na
kolana i chciała lizać (nie każdy to lubił), podstawiała łepek do głaskania, a
już skarcona – najchętniej wchodziła pod ławę i wtedy trzeba było łapać
filiżanki, kiedy wstawała z meblem na grzbiecie. Moi najbliżsi sąsiedzi, którzy
mi pomagają w różnych domowych i ogrodowych pracach byli zawsze obiektem
najżywszego uwielbienia Alissy. Pamiętam, że kiedyś pan Mieczysław coś dłubał przy
kontakcie, a sunia się rozwaliła na podłodze i wpatrywała w niego cielęcym
wzrokiem. Nieraz mawiałam, że ja się nimi opiekuję, karmię, leczę, chodzę na
spacery, ale gdy przyjdzie jakiś chłop, to mnie zupełnie nie zauważają.
W październiku 2010 do
mieszkania Ceci sprowadził się Wołodia z żoną. Chciałam, żeby to mieszkanie
było wynajęte, bo dom musi zarobić na siebie, a ogrzanie tej powierzchni to był
zawsze majątek. Ja mieszkałam na
piętrze, a kuchnię na parterze dzieliliśmy między siebie.
Alissa nadal urzędowała na
zewnątrz, ale chciała być w środku, gdzie byli ludzie i nabrała zwyczaju
wchodzenia na ławkę pod oknem kuchennym i zaglądania przez okno. Wołodia mówił:
‘Pani Jolanta. Alissa chce do chaty’ i w końcu wpuściłam ją do domu. Jaka
zadowolona była, kiedy wieczorem rozłożyła się w fotelu. To ukontentowane
westchnienie…
Zaraz rozpoczęła się walka
z Agisem o fotel, który poprzednio on zajmował. Alissa po jakimś czasie
schodziła z fotela i kładła się na podłodze, gdzie jej było chłodniej i wtedy kot,
czym prędzej zajmował wygrzane miejsce.
Na początku Wołodia
wychodził rano z Ludą do pracy i wracali wieczorem. Piesio przebywał już cały
dzień w domu, bo dla niego było już za zimno na zewnątrz i Alissa spędzała czas
sama, różnie go sobie organizując.
W listopadzie, jak zawsze,
zbudowałam na werandzie jurtę dla psicy, tzn. otoczyłam dwoma warstwami grubego
chodnika nogi okrągłego stołu, między te warstwy dałam cienkie kołderki, a do
środka jurty mój gruby wełniany materac kupiony na pokazie pościeli wełnianej, złożony
na 3 części. Sunia miała tam ciepło; może nie miała dodatniej temperatury w
duże mrozy, ale nie wiało jej i mogła tam sobie nachuchać. Kiedy wracałam z
pracy i ona wyłaniała się z jurty i przeciągała po drzemce, była całkiem
cieplutka. Lubiła swoją jurtę i każdego roku, jak tylko zaczynałam ją klecić,
zawsze się tuż obok kręciła i wchodziła do środka, jak tylko skończyłam, a
czasem … nawet wcześniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz