Alissa uwielbiała być w
pobliżu mnie, gdy coś gotowałam. To
chyba jednak typowe dla psów: Miki z ‘Włoczęg Północy’ Curwooda, asystowanie
przy gotowaniu pożywienia stawia na drugim miejscu po jedzeniu. Alissa jednak nie
ceniła mojego towarzystwa w nadziei na smaczny kąsek. Alissa chciała mieć swoją opiekunkę w zasięgu
wzroku, czuła się tak bezpieczniej
W marcu 2013 – akurat w sobotę, tydzień przed
Wielkanocą, gdy robiłam pasztet, Alissa pętała mi się pod nogami w kuchni. Moja
kuchnia ma trochę ponad 5 m2 i wszystkiego 1,2 m x 1,5 m wolnej przestrzenie,
więc moja długonoga sunia zajmowała tę
wolną przestrzeń sama i na mnie nie było miejsca. Wygoniłam ją więc z kuchni,
położyła się w salonie i mnie obserwowała, a po jakimś czasie stwierdziła, że
nigdzie się nie wybieram, więc poszła na piętro i położyła się spać z Piesiem.
Robienie pasztetu w mojej
manufakturze z maszynką do mielenia mięsa na korbkę, trwa parę godzin. Było już wczesne popołudnie, gdy usłyszałam
huk na piętrze, jakby coś upadło. Podeszłam do schodów i zobaczyłam Piesia na
ich szczycie, najwidoczniej czymś zaaferowanego. Wbiegłam na górę i zobaczyłam
Alissę leżącą na boku w przejściu między pokojami, z pianą u pyska,
przebierającą łapami – uderzającą tymi
łapami w drzwi, które obijając się o ścianę, były źródłem hałasu.
Uklękłam obok psicy i starałam się jej
unieruchomić głowę, żeby nią nie waliła tak o podłogę i przytrzymać łapy. Kiedyś byłam świadkiem ludzkiego ataku
padaczki i widok wydał mi się podobny. Pamiętam, że ludziom zabezpieczało się
język, wkładając jakiś pasek między zęby i zaczęłam się rozglądać za czymś
stosownym. W międzyczasie atak minął (ok. 2 min.) i sunia leżała ciężko dysząc.
Zmoczyłam papierowy ręcznik i wytarłam jej pianę z mordki. Zadzwoniłam do Lecznicy VET i spytałam, czy
możliwe, żeby pies miała padaczkę. Usłyszałam, że tak i to dość częste
przypadki. Opisałam nasz przypadek i spytałam, co mam robić. Pani Doktor
wytłumaczyła mi przebieg ataków padaczki, jego fazy i moje powinności w trakcie ataku. Kazano mi
obserwować w jakich okolicznościach ataki następują i zapisywać każdy
przypadek, a poza tym zgłosić się po receptę na luminal.
Popołudnie minęło nam
spokojnie. Wieczorem siedziałyśmy z Alissą na wersalce; ja czytałam, a ona
spała wyciągnięta na całą swoją długość. Po godzinie 20:00 nagle uniosła się na
przednie łapy i opadła na bok; rozpoczął się kolejny atak padaczki. Złapałam ją w ramiona, głaskałam uspokajająco
po łebku. Atak nie trwał dłużej niż poprzedni, ale w jego trakcie się zmoczyła.
Wieczorem, kiedy kładłyśmy
się spać, Alissa zaczęła się pakować do mojego łóżka; nie wiem, dlaczego
uznała, że teraz powinna je dzielić z nami; może czułaby się bardziej
bezpieczna ???
Następnego dnia w
niedzielę pojechałyśmy z Alissą do Lecznicy.
Tam już lekarz wiedział, że przybył nowy padaczkowy pacjent i musiałam
dokładnie opowiedzieć o przebytych atakach. Pani Doktór chciała wiedzieć, czy
sunia mogła się czymś zdenerwować, lub przestraszyć. Zgodnie z prawdą
informowałam, że zjawiłam się już w trakcie pierwszego ataku, ale drugi atak nastąpił jako kontynuacje drzemki
i poza koszmarem, który by się jej przyśnił, nie było żadnego powodu do
zdenerwowania. Zapisano Alissie luminal 2 X 1 pastylka co 12 godzin i kazano
obserwować. Dodatkowo dostałam wlewki doodbytnicze, które działają szybciej niż
pastylki. Pan Doktor Darek, który się pojawił na chwilę, wysłuchawszy o naszych
perypetiach, dał mi niepełne pudełeczko leku, żebym miała dla suni natychmiast.
Powiedział, że ataki padaczki są związane z fazami księżyca i czasem się zdarza
w jednym czasie wiele ataków u wielu psów, a czasem jest spokój. Pocieszył
mnie, że czasem zdarza się tylko jeden atak padaczki u psa i nigdy więcej nie
powtarza.
Następnego dnia w pracy wrzuciłam
w google.pl: ‘padaczka u psów’ i pogrążyłam się w lekturze. Okazało się, że
owczarki niemieckie są jedną z wielu podatnych na padaczkę ras. Były wpisy właścicieli psów chorych; pisali o
leczeniu, jego kosztach, o szkodliwości leków. Któryś stwierdził, że padaczka u
jego psa byłą pod kontrolą, ale pies odszedł na wątrobę. Zdenerwowały mnie te
informacje.
Z pracy zadzwoniłam do
sąsiadów, z prośbą o zerknięcie na Alissę, z uwagi na przebyte przez nią ataki.
Ok. 12:00 zadzwonił mój
sąsiad Paweł, informując, że sunia zachowuje się dziwnie i że mu uciekła poza
ogrodzenie, gdy wyjeżdżał samochodem i oddaliła się w kierunku pól.
Zadzwoniłam do sąsiada
Jurka, żeby się za nią rozejrzał i zwolniłam się z pracy. Trafiłam na ‘czarną
dziurę’ w kursowaniu Kolei Mazowieckich, więc jechałam autobusem i nim dotarłam
była już 14:00.
Pan Jurek odnalazł w
międzyczasie Alissę i obydwoje byli na podwórzu: sąsiad lekko zaniepokojony, a
sunia zabłocona, bardzo podniecona, przemierzająca szybkim krokiem podjazd.
Zadzwoniłam do Lecznicy pytając, czy mam jej podać lek wcześniej niż 12 godzin
po porannym. Pani Doktor Agata wytłumaczyła mi, że psica jest nadal w tzw.
‘aurze’ i jak najbardziej zaleciła podanie leku. Alissa była bardzo głodna,
więc zajadała wszystko, co tylko wyjęłam z lodówki. Zjadła część mojej zupy na obiad i nadal
miała apetyt.
Po luminalu sunia się
uspokoiła nieco i mogłam obejrzeć dokładnie zniszczenia, jakich dokonała w
trakcie mojej nieobecności. Chyba wpadła w jakąś sierocą histerię i chciała
koniecznie dostać się do domu, bo obydwie pary drzwi wejściowych były
podrapane, mało, były pożłobione jej szponami.
Po kolacji i wieczornych
lekach sunia była już wyciszona i następnego dnia było już normalnie.
Obserwowałam Alissę
zgodnie z zaleceniami VET-ów, ale też sama chciałam się dowiedzieć jak
najwięcej. Ale nic się nie zmieniło. Alissa nadal miała ADHD, gdy wychodziłyśmy
na spacery. Nadal bawiła się z Piesiem w domu, nadal mu dokuczała i zachęcała
do zabawy poza ogrodzeniem. Była tak samo zazdrosna o okazywane uczucia, zawsze
pierwsze po karesy.
Tutaj nic się nie
zmieniło.
Jedyną zmianą były dawki
luminalu co 12 godzin i tych godzin pilnowałam.
Mijały dni, następny atak
nie pojawiał się i powoli zaczęła we mnie wstępować nadzieją, że może już nigdy
się nie pojawi, że był to tylko wybryk natury.
Zadzwoniłam nawet do
Lecznicy, żeby się podpytać, czy nie mogłybyśmy zejść z tego luminalu, bo
pamiętałam ciągle te informacje na temat szkodliwości leków padaczkowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz