niedziela, 29 grudnia 2013

Alissa II - c.d.



Alissa uwielbiała być w pobliżu mnie, gdy coś gotowałam.  To chyba jednak typowe dla psów: Miki z ‘Włoczęg Północy’ Curwooda, asystowanie przy gotowaniu pożywienia stawia na drugim miejscu po jedzeniu. Alissa jednak nie ceniła mojego towarzystwa w nadziei na smaczny kąsek.  Alissa chciała mieć swoją opiekunkę w zasięgu wzroku, czuła się tak bezpieczniej
W marcu  2013 – akurat w sobotę, tydzień przed Wielkanocą, gdy robiłam pasztet, Alissa pętała mi się pod nogami w kuchni. Moja kuchnia ma trochę ponad 5 m2 i wszystkiego 1,2 m x 1,5 m wolnej przestrzenie, więc moja długonoga sunia  zajmowała tę wolną przestrzeń sama i na mnie nie było miejsca. Wygoniłam ją więc z kuchni, położyła się w salonie i mnie obserwowała, a po jakimś czasie stwierdziła, że nigdzie się nie wybieram, więc poszła na piętro i położyła się spać z Piesiem.
Robienie pasztetu w mojej manufakturze z maszynką do mielenia mięsa na korbkę, trwa parę godzin.  Było już wczesne popołudnie, gdy usłyszałam huk na piętrze, jakby coś upadło. Podeszłam do schodów i zobaczyłam Piesia na ich szczycie, najwidoczniej czymś zaaferowanego. Wbiegłam na górę i zobaczyłam Alissę leżącą na boku w przejściu między pokojami, z pianą u pyska, przebierającą łapami – uderzającą tymi  łapami w drzwi, które obijając się o ścianę, były źródłem hałasu. Uklękłam obok psicy i starałam się  jej unieruchomić głowę, żeby nią nie waliła tak o podłogę i  przytrzymać łapy.  Kiedyś byłam świadkiem ludzkiego ataku padaczki i widok wydał mi się podobny. Pamiętam, że ludziom zabezpieczało się język, wkładając jakiś pasek między zęby i zaczęłam się rozglądać za czymś stosownym. W międzyczasie atak minął (ok. 2 min.) i sunia leżała ciężko dysząc. Zmoczyłam papierowy ręcznik i wytarłam jej pianę z mordki.  Zadzwoniłam do Lecznicy VET i spytałam, czy możliwe, żeby pies miała padaczkę. Usłyszałam, że tak i to dość częste przypadki. Opisałam nasz przypadek i spytałam, co mam robić. Pani Doktor wytłumaczyła mi przebieg ataków padaczki, jego fazy i  moje powinności w trakcie ataku. Kazano mi obserwować w jakich okolicznościach ataki następują i zapisywać każdy przypadek, a poza tym zgłosić się po receptę na luminal.
Popołudnie minęło nam spokojnie. Wieczorem siedziałyśmy z Alissą na wersalce; ja czytałam, a ona spała wyciągnięta na całą swoją długość. Po godzinie 20:00 nagle uniosła się na przednie łapy i opadła na bok; rozpoczął się kolejny atak padaczki.  Złapałam ją w ramiona, głaskałam uspokajająco po łebku. Atak nie trwał dłużej niż poprzedni, ale w jego trakcie się zmoczyła.
Wieczorem, kiedy kładłyśmy się spać, Alissa zaczęła się pakować do mojego łóżka; nie wiem, dlaczego uznała, że teraz powinna je dzielić z nami; może czułaby się bardziej bezpieczna ???
Następnego dnia w niedzielę pojechałyśmy z Alissą do Lecznicy.  Tam już lekarz wiedział, że przybył nowy padaczkowy pacjent i musiałam dokładnie opowiedzieć o przebytych atakach. Pani Doktór chciała wiedzieć, czy sunia mogła się czymś zdenerwować, lub przestraszyć. Zgodnie z prawdą informowałam, że zjawiłam się już w trakcie pierwszego ataku, ale  drugi atak nastąpił jako kontynuacje drzemki i poza koszmarem, który by się jej przyśnił, nie było żadnego powodu do zdenerwowania. Zapisano Alissie luminal 2 X 1 pastylka co 12 godzin i kazano obserwować. Dodatkowo dostałam wlewki doodbytnicze, które działają szybciej niż pastylki. Pan Doktor Darek, który się pojawił na chwilę, wysłuchawszy o naszych perypetiach, dał mi niepełne pudełeczko leku, żebym miała dla suni natychmiast. Powiedział, że ataki padaczki są związane z fazami księżyca i czasem się zdarza w jednym czasie wiele ataków u wielu psów, a czasem jest spokój. Pocieszył mnie, że czasem zdarza się tylko jeden atak padaczki u psa i nigdy więcej nie powtarza.
Następnego dnia w pracy wrzuciłam w google.pl: ‘padaczka u psów’ i pogrążyłam się w lekturze. Okazało się, że owczarki niemieckie są jedną z wielu podatnych na padaczkę ras.  Były wpisy właścicieli psów chorych; pisali o leczeniu, jego kosztach, o szkodliwości leków. Któryś stwierdził, że padaczka u jego psa byłą pod kontrolą, ale pies odszedł na wątrobę. Zdenerwowały mnie te informacje.
Z pracy zadzwoniłam do sąsiadów, z prośbą o zerknięcie na Alissę, z uwagi na przebyte przez nią ataki.
Ok. 12:00 zadzwonił mój sąsiad Paweł, informując, że sunia zachowuje się dziwnie i że mu uciekła poza ogrodzenie, gdy wyjeżdżał samochodem i oddaliła się w kierunku pól.
Zadzwoniłam do sąsiada Jurka, żeby się za nią rozejrzał i zwolniłam się z pracy. Trafiłam na ‘czarną dziurę’ w kursowaniu Kolei Mazowieckich, więc jechałam autobusem i nim dotarłam była już 14:00.
Pan Jurek odnalazł w międzyczasie Alissę i obydwoje byli na podwórzu: sąsiad lekko zaniepokojony, a sunia zabłocona, bardzo podniecona, przemierzająca szybkim krokiem podjazd. Zadzwoniłam do Lecznicy pytając, czy mam jej podać lek wcześniej niż 12 godzin po porannym. Pani Doktor Agata wytłumaczyła mi, że psica jest nadal w tzw. ‘aurze’ i jak najbardziej zaleciła podanie leku. Alissa była bardzo głodna, więc zajadała wszystko, co tylko wyjęłam z lodówki.  Zjadła część mojej zupy na obiad i nadal miała apetyt.
Po luminalu sunia się uspokoiła nieco i mogłam obejrzeć dokładnie zniszczenia, jakich dokonała w trakcie mojej nieobecności. Chyba wpadła w jakąś sierocą histerię i chciała koniecznie dostać się do domu, bo obydwie pary drzwi wejściowych były podrapane, mało, były pożłobione jej szponami.
Po kolacji i wieczornych lekach sunia była już wyciszona i następnego dnia było już normalnie.

Obserwowałam Alissę zgodnie z zaleceniami VET-ów, ale też sama chciałam się dowiedzieć jak najwięcej. Ale nic się nie zmieniło. Alissa nadal miała ADHD, gdy wychodziłyśmy na spacery. Nadal bawiła się z Piesiem w domu, nadal mu dokuczała i zachęcała do zabawy poza ogrodzeniem. Była tak samo zazdrosna o okazywane uczucia, zawsze pierwsze po karesy.
Tutaj nic się nie zmieniło.
Jedyną zmianą były dawki luminalu co 12 godzin i tych godzin pilnowałam.
Mijały dni, następny atak nie pojawiał się i powoli zaczęła we mnie wstępować nadzieją, że może już nigdy się nie pojawi, że był to tylko wybryk natury.
Zadzwoniłam nawet do Lecznicy, żeby się podpytać, czy nie mogłybyśmy zejść z tego luminalu, bo pamiętałam ciągle te informacje na temat szkodliwości leków padaczkowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz