niedziela, 29 grudnia 2013

Alissa II - c.d.




Przy moich nasiennikach dotychczas spałam tak mocno, że nie słyszałam nocnych grzmotów.  Podczas choroby Alissy zaczęłam spać jak przysłowiowy ‘zając pod miedzą’; wystarczyło, że się poruszyła spinając do ataku padaczki, a ja się zrywałam na nogi i natychmiast aplikowałam jej leki. Byłam non stop zmęczona, zasypiałam zmęczona i tak samo zmęczona i śpiąca się budziłam rano.

W dniu 4 sierpnia pojechałyśmy z Alissą do neurologa do Kliniki na Bemowie. Ponieważ nie znam Warszawy poza moimi stałymi szlakami, ciągnęłyśmy się przez centrum i dalej ulicą Górczewską. Było gorąco i sunia się bardzo niepokoiła. Już na Bemowie zaplątała się nogami w smycz, którą była przymocowana do zagłówka i musiałam wysiąść z samochodu, żeby ja uwolnić. Byłam zdenerwowana i dałam jej ze złości smyczą po zadku.
Nie mogłam znaleźć tej kliniki i parę razy zawracam, nim wreszcie ktoś mi wyjaśnił jak dojechać.
Opowiedziałam Panu Doktorowi od początku o życiu Alissy u mnie, o atakach padaczki, zachwianiach równowagi, dotychczasowym leczeniu.
Pan Doktor Sobczyński obejrzał dokładnie Alissę, powiedział, że nie stwierdza żadnych zewnętrznych deficytów, nienormalnych reakcji. Psica zachowywała normalną świadomość, normalne ruchy. Weterynarz brał pod uwagę padaczkę idiomatyczną lekooporną, ewentualnie inne zmiany na terenie mózgowia. Zasugerował badanie rezonansem magnetycznym (PLN 900, których nie miałam).  Do aktualnie pobieranego luminalu kazał dołączyć gabapentynę i ewentualnie kontrole po miesiącu i zmniejszanie luminalu.
W drodze powrotnej sunia była już spokojniejsza.

Następnego dnia przepisano mi nowy lek w Lecznicy. Moim utrapieniem był brak wlewek relsedu w hurtowniach. Jakoś użebrałam kilka zdekompletowanych wlewek relanium i poczułam się bezpieczniej.

8 sierpnia był ten najgorętszy dzień lata i jadąc pociągiem niepokoiłam się o sunię. Ona źle znosiła upały. Gdy przyjechałam do domu wszystko było w porządku. Zabrałam natychmiast Alissę do wychłodzonego salonu, żeby odpoczęła. A potem nagle rozpoczęły się ataki.  Natychmiast zaaplikowałam jej luminal i gabapentynę, ale nie działały od razu. Po 6-tym ataku pojechałyśmy do Lecznicy i tam sunia sobie poleżała 3 godziny pod kroplówką.

Wszyscy z nadzieją oczekiwali na zapowiadane burze, a ja się trochę bałam, bo Alissa bardzo się burz bała.  Pamiętam, że stałyśmy 9 sierpnia na tarasie i patrzyłyśmy na błyskawice w oddali. Na ranem 10 sierpnia Sunia miała kolejne ataki, które uznałam za rezultat burzy. Tym razem było ich tylko 4 pojedyncze, a ponieważ była to sobota, mogłam ją mieć cały dzień na oku.

Bardzo wierzyłam, że gabapentyna pomoże Alissie i oczekiwałam jak zbawienia upływu tych 2 – 3 tygodni, kiedy nowy lek zacznie działać. Wydawało się, że jest jakaś poprawa, bo minęły 3 tygodnie, po których w miarę regularnie miewała ataki i żaden nowy atak się nie pojawiał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz