Alissa bardzo bała się
burzy i w nocy wpełzała pod moje łóżko, gdy tylko usłyszała grzmoty. Możliwe,
że wyjątkową wrażliwość na grzmoty zawdzięczała swoim dużym stojącym uszom; jak
już pisałam sunia była, moim zdaniem, mieszańcem owczarka niemieckiego i doga
angielskiego – po tym drugim miała długie smukłe nogi, szczupły ogon i duże
stojące uszy.
Od wielu lat biorę
nasenniki, więc najczęściej nie słyszałam nocnych wyładowań, ale zawsze mogłam
mieć pewność, że po burzliwej nocy znajdę Alissę rozpłaszczoną pod moim
łóżkiem. Na ogół musiałam ją stamtąd wyciągać, bo sama nie mogła się
wygramolić; moje legowisko było za nisko zawieszone dla takiego wysokiego
czworonoga.
Dropsik moich sąsiadów
zawsze miał dużo różnych zabawek: miśki, pieski i inne pluszaki, prawie tak
duże jak on sam, które tarmosił na podwórzu w ciągu dnia, a wieczorem wciągał
na swoje legowisko i układał się pośród nich do snu.
Moje sunie nie były nigdy
zainteresowane takimi zabawkami, ale w grudniu 2012 Weltbilt przysłał mi wraz z
zamówionymi książkami Łosia Leosia, pluszową maskotkę ok. 20 cm, wykonaną w
Chinach (a gdzie by inaczej), która bardzo przypadła do gustu Alissie. Nosiła się
z Leosiem w zębach, lizała go, gryzła, a wieczorem układała łepek do snu na
swoim Łosiu. Piesiowi Leoś też się
podobał i często podkradał maskotkę Alissie. Kupiłam mu więc pieska Reksia,
potem zorganizowałam ‘pospolite ruszenie’ w rodzinie oraz w pracy i zaapelowałam
do młodych matek o przekazanie nieużywanych już maskotek ich dzieci dla moich
psic. Otrzymałyśmy kilka ładnych zabawek. Jedną z nich – prosiaczka długości
ok. 30 cm i szerokości ok. 20 cm dałam suni do jej jurty, żeby miała
towarzystwo, jak będzie sama w ciągu dnia. Nie wiem, co ona z tym prosiakiem
zrobiła. Był mocno różowy, więc bym go zauważyła. Był spory, więc go nie
zakopała (zresztą wtedy była ziemia zmarznięta). Nie znalazłam go w trakcie
żadnych prac ogrodowych. Nie zjadła go raczej, bo nie czuła się źle, a po czymś
takim raczej powinna. Nie wiem, po prostu się zdematerializował. Nigdy później
nie widziałam go na oczy.
Z pozostałych zabawek 2 –
3 zostawiłam codziennego użytku, a resztę schowałam na później. Nie wiem, co
wstąpiło w Piesia, że po kolei pozbawiał oczu wszystkie zabawki. Musiałam
upychać do środka tę sztuczną watę, którą były wypchane i zaszywać im dziury po
oczach. Biedny Łoś Leoś Alissy też stracił swoje oczy, ale ona i tak go
kochała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz