wtorek, 17 grudnia 2013

Alissa II - c.d.



Alissa bardzo bała się burzy i w nocy wpełzała pod moje łóżko, gdy tylko usłyszała grzmoty. Możliwe, że wyjątkową wrażliwość na grzmoty zawdzięczała swoim dużym stojącym uszom; jak już pisałam sunia była, moim zdaniem, mieszańcem owczarka niemieckiego i doga angielskiego – po tym drugim miała długie smukłe nogi, szczupły ogon i duże stojące uszy.
Od wielu lat biorę nasenniki, więc najczęściej nie słyszałam nocnych wyładowań, ale zawsze mogłam mieć pewność, że po burzliwej nocy znajdę Alissę rozpłaszczoną pod moim łóżkiem. Na ogół musiałam ją stamtąd wyciągać, bo sama nie mogła się wygramolić; moje legowisko było za nisko zawieszone dla takiego wysokiego czworonoga.

Dropsik moich sąsiadów zawsze miał dużo różnych zabawek: miśki, pieski i inne pluszaki, prawie tak duże jak on sam, które tarmosił na podwórzu w ciągu dnia, a wieczorem wciągał na swoje legowisko i układał się pośród nich do snu.
Moje sunie nie były nigdy zainteresowane takimi zabawkami, ale w grudniu 2012 Weltbilt przysłał mi wraz z zamówionymi książkami Łosia Leosia, pluszową maskotkę ok. 20 cm, wykonaną w Chinach (a gdzie by inaczej), która bardzo przypadła do gustu Alissie. Nosiła się z Leosiem w zębach, lizała go, gryzła, a wieczorem układała łepek do snu na swoim Łosiu.  Piesiowi Leoś też się podobał i często podkradał maskotkę Alissie. Kupiłam mu więc pieska Reksia, potem zorganizowałam ‘pospolite ruszenie’ w rodzinie oraz w pracy i zaapelowałam do młodych matek o przekazanie nieużywanych już maskotek ich dzieci dla moich psic. Otrzymałyśmy kilka ładnych zabawek. Jedną z nich – prosiaczka długości ok. 30 cm i szerokości ok. 20 cm dałam suni do jej jurty, żeby miała towarzystwo, jak będzie sama w ciągu dnia. Nie wiem, co ona z tym prosiakiem zrobiła. Był mocno różowy, więc bym go zauważyła. Był spory, więc go nie zakopała (zresztą wtedy była ziemia zmarznięta). Nie znalazłam go w trakcie żadnych prac ogrodowych. Nie zjadła go raczej, bo nie czuła się źle, a po czymś takim raczej powinna. Nie wiem, po prostu się zdematerializował. Nigdy później nie widziałam go na oczy.
Z pozostałych zabawek 2 – 3 zostawiłam codziennego użytku, a resztę schowałam na później. Nie wiem, co wstąpiło w Piesia, że po kolei pozbawiał oczu wszystkie zabawki. Musiałam upychać do środka tę sztuczną watę, którą były wypchane i zaszywać im dziury po oczach. Biedny Łoś Leoś Alissy też stracił swoje oczy, ale ona i tak go kochała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz