niedziela, 29 grudnia 2013

Alissa II - c.d.







Tak nadszedł maj, chłodny i deszczowy.  Gdy wróciłam do domu z pracy w dniu 7 maja, Alissa wydawała mi się podniecona, taka rozdygotana, ale wtedy jeszcze nie byłam tak wyczulona na te objawy. Napaliłam w kominku, żeby trochę się osuszyło powietrze. Gdy ogień już buzował, Alissie rozpoczął się atak padaczki. Biegała po salonie, a podane szybko leki nie skutkowały jeszcze. Nakręcała się coraz bardziej. W pewnym momencie zaczęła wchodzić na schody i spadła z nich. Aż się skurczyłam oczekując na trzask łamanych kości. Na szczęście nic się jej nie stało i nadal biegała po pokoju. Kilka razy zbliżyła się do kominka i obawiałam się, że poparzy się o rozgrzaną kratę. W końcu, po 4-tym ataku, zadzwoniłam do Lecznicy. Polecono mi przyjechać. Nim się zebrałyśmy, nastąpił kolejny atak, a w Lecznicy jeszcze jeden w trakcie którego się zmoczyła. Położono sunię pod kroplówkę z lekami uspokajającymi i tak ją zostawiłam uśpioną na 3 godziny.  Gdy odbierałam ją przed 22:00 z Lecznicy była już spokojna. Przywiozłam tę moja bidę do domu i położyłam spać.
Później dopiero zaskoczyłam, że tego dnia musiała mieć wcześniej jakieś ataki, gdyż jej futro było zmoczone gdy mnie witała, co oznaczało, że w tej swojej aurze biegała po deszczu.
Następnego dnia była trochę powolna, jakby otępiała, ale nie powtórzył się atak ‘sierocej histerii’ z poprzedniego ataku.

W dniu 27 maja pan Jurek, który był w moim ogrodzie zadzwonił, że z suką coś złego się dzieje.  Gdy opisał mi objawy, poznałam, że to kolejny atak padaczki. Poprosiłam tylko, żeby miał ją na oku i rzeczywiście, cały dzień moi kochani sąsiedzi czuwali nad panną psicą, żeby się nie pokaleczyła o jakieś płoty i nie zaplątała w gałęzie.
Gdy przyjechałam do domu, Alissa była już spokojniejsza. Tego dnia miała 6 ataków.

Moja sąsiadka bardzo była przejęta widokiem suni w ataku, bo naprawdę nie jest to miły widok: z boku wydaje się, że zwierzę ma drgawki agonalne i za chwilę wyzionie ducha.  Po ataku ciężko dyszy, zrywa się do biegu, po chwili znowu pada. I tak wiele, wiele razy. Serce się kraje…
Obawiając się, że suni może się znowu przydarzyć atak, gdy mnie nie będzie w domu (11 godzin), dałam pani Heni fiolkę luminalu, żeby mogła podać Alissie w razie czego.

Następny atak przyszedł w dniu 10 czerwca ok. 5:00 nad ranem. Był to poniedziałek i byłam w domu na urlopie. Poprzedniego dnia miałam gości: kuzynka Taty z Kanady z dziećmi, mój brat z rodziną; w sumie 9 osób, w tym 3 obce i pozostałe nieczęsto widywane. Sunia zawsze była nadpobudliwa i atak ten, tak niedługo po poprzednim, przypisywałam nadmiarowi atrakcji, jakim dla niej był ten rodzinny spęd.
Tym razem skończyło się na 3 atakach, gdyż szybko podałam leki, a podenerwowanie suni udało mi się zneutralizować podając jej wszystkie smaczne kąski, które zostały po uczcie z poprzedniego dnia. Ja myłam talerze i układałam naczynia, a Alissa biegała po salonie w swojej ‘aurze’, od czasu do czasu podjadając jakiś kawałek wędliny.
Gdy po porannej kawie wyszłam z moimi psicami na spacer w pola, Alissa była lekko rozkojarzona i w jakichś chaszczach zgubiła swoją kolczatkę z identyfikatorem i znaczkiem ze szczepienia przeciw wściekliźnie.

Nadszedł gorący lipiec i w nocy 3-go, Alissa o 24:00 obudziła mnie kolejnym atakiem. Ponieważ biegając po moich małych klitkach na piętrze ciągle wpadała na jakiś mebel (w ataku padaczki są zakłócenia zmysłu orientacji), zdecydowałam zejść z nią na parter i wyjść na podwórze. Zaczęłam ją faszerować prochami, wlałam w zadek posiadane wlewki relsedu.
Wtedy po raz pierwszy miała ataki wielokrotne, to znaczy kolejny atak rozpoczynał się, nim skończył poprzedni. Takich ataków wielokrotnych miała co najmniej 3.  Chodziłam za nią, aby jej przytrzymać głowę w trakcie ataku, żeby sobie krzywdy nie zrobiła, uderzając nią o kostkę brukową. Komary mnie gryzły, gdyż zamiast założyć dres, pętałam się w długim szlafroku.  Sunia zawsze wybierała sobie na atak jakąś dziurę, w której ledwo mogłam się obok mnie zmieścić. Powieki mi opadały na oczy, gdyż był to właśnie czas, kiedy moje nasenniki najbardziej działały.
Ok. 1:20 zadzwoniłam do Lecznicy i zbudziłam Doktora Darka, żeby się spytać, ile pastylek luminalu mogę Alissie podać, bez szkody dla jej zdrowia i jak szybko mogą zacząć działać.  Sunia była już wtedy po 11 atakach i 12 pastylkach.
Pan Doktor powiedział, żeby przyjechać do Lecznicy, jeśli jeszcze będzie miała następny atak, a luminal powinien zacząć działać po ok. 1 godzinie. Tak też i było - leki zrobiły swoje, sunia zwalniała, aura ustępowała. Ok. 1:30 podpierając się prawie nosem, zostawiłam Alissę na podwórzu podsypiającą i sama też poszłam spać. Rano, widząc ją leżącą na podwórzu przestraszyłam się, że sunia nie żyje, że jej przedawkowałam leki i nerwowo zaczęłam wołać: ‘Alissa! Alissa!’.  Podniosła się ociężale i weszła do domu na śniadanie.
Następnego dnia zameldowałam się w Lecznicy, aby omówić stan zdrowia mojej psicy. Po raz kolejny zwiększono dawkę luminalu.

Między atakami Alissa była taka jak zawsze: łasucha, zazdrośnica o moje względy i odpychająca Piesia, który też się garnął do mnie, chłopaciara adorująca każdego mężczyznę, który pojawił się w naszym obejściu.
Zmieniła się trochę na spacerach w stosunku do Piesia. Poprzednio zachęcała go do zabawy zatrzymując się przed nim i przypadając na przednie łapy, merdała ogonem. Teraz przechodziła po moim małym piesynku jak czołg.

Miała też większy apetyt, co było normalne przy stosowanych lekach padaczkowych i musiałam pilnować, żeby nie przybrała na wadze, bo przy jej wysokości byłaby naprawdę wielkim psem. Rytm dnia wyznaczały nam porcje luminalu podawane co 12 godzin.

Ataki następowały mniej więcej co 3 tygodnie i chodziło o dobranie dawki, która pozwalałaby na wydłużenie okresu bez ataków do 2 miesięcy.

Któregoś dnia na spacerze zauważyłam, że Alissa się zachwiała. Po kilku minutach znowu i wreszcie siusiając, przewróciła się do tyłu. Były to momenty, ale przestraszyłam się, bo ja suni bym nie uniosła (ważyła ponad 35 kg, a ja ok. 50 kg), w pole nie podjechałabym po nią samochodem. Krzyknęłam: ‘Dziewczynki, do domu biegiem’ i zaczęłyśmy biec. W biegu Alissa zachowywała swój rytm i tak dotarłyśmy do domu.

W dniu 23 lipca nastąpiły kolejne ataki, jak zwykle zupełnie znienacka. Wydaje mi się, że panujące w lipcu upały w niemały sposób przyczyniły się do cierpień mojej psicy. Tym razem znów, po 8 atakach, pojechałyśmy do Lecznicy i sunia poleżała sobie pod kroplówką kilka godzin. Tym razem Doktor Agatka do uspokajaczy dołączyła również tlen, gdyż każdy taki atak powoduje odtlenienie mózgu.
Gdy przyjechałam po 21: 00 po sunię, rozmawiałam z panią Doktor na temat leczenia, możliwości zmiany leku na bardziej skuteczny, jakiegoś badania, które pozwoliłoby postawić dokładniejszą diagnozę. Pani Doktor obiecała skontaktować się ze swoim kolegą, neurologiem i umówić nas z nim na wizytę.



Każdy taki pobyt panny psicy w Lecznicy kosztował ok. 100,00 PLN. Jej leki anty padaczkowe tyleż, gdyż sunia była dużym zwierzem i potrzebowała stosownych dawek. Przy jej normalnych kosztach leczniczej karmy i mięsa do tejże karmy oraz różnych łakoci, dawało to ok. 500,00 miesięcznie. A miałam jeszcze dwa inne czworonogi, wprawdzie trochę mniejsze, ale też wymagające pożywienia. Kot Agis miał złośliwego guza, którego mu operowałam w czerwcu i lipcu (PLN 800). Z moją pensją niezmienioną od roku 2000 zaczynałam się dławić finansowo i coraz częściej defraudowałam pieniądze za czynsz należny Julii za wynajem mieszkania po Ceci, a potem – żeby wyrównać zaległości – sprzedawałam jakąś błyskotkę. W tej sytuacji propozycja Julii i Markiza, żebym zatrzymała sobie sierpniowy czynsz, była prawdziwym darem nieba.
Kiedy rozmawiałam przez Skype z moją zagraniczną krewniaczką Liną i opowiadałam jej o moich problemach, zapytała, dlaczego nie uśpię chorej Alissy? ‘Ona ma dopiero 3 lata!!! (często zapominałam, że sunia przyszła do mnie jako dorosły już pies). Nie uśpię jej tylko dlatego, że jest chora i mnie dużo kosztuje. Ty też masz starego pudla, który już Ci sprawia kłopoty i nadal go trzymasz. Jakoś sobie muszę radzić’. I tak ciągnęłyśmy, z nadzieją na poprawę i ustabilizowanie Alissy.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz