W lecie 2011 doszło do
zalania mojej mozaiki w salonie, przez co napuchła (jak to buczyna) i trzeba ją
było zdjąć. Moje zmagania z Allianzem o odszkodowanie trwające 7 miesięcy i
zakończone pozytywnie dzięki interwencji Rzecznika Ubezpieczonych, to zupełnie
inna historia. Ale faktem istotnym dla Alissy było układanie gresu przez
sąsiada i radość z przebywania w męskim towarzystwie przez wiele dni. Martwiłam
się, że będzie mu przeszkadzała, ale wystarczyło jej tylko obserwowanie go przy
pracy.
Od końca sierpnia
mieszkanie Ceci w starej części domu zostało wynajęte i Paweł, chwalić Boga,
nie obawiał się psów. Wręcz przeciwnie, bardzo lubił moje psice, a zwłaszcza
wilczuro-podobną Alissę, gdyż jego ojciec zawsze miał owczarki niemieckie.
Kolejny chłop w życiu mojej suni… Zawsze witała go głośnym szczekaniem, gdy
przyjeżdżał samochodem i usiłowała wspiąć się na niego, gdy wysiadał. Paweł
umiał postępować z psami i posiadał autorytet, toteż sunia wkrótce przestała
się przymierzać do niego, ale zawsze została jego wierną wielbicielką.
Alissa była bardzo …
zachłanna (to chyba najlepsze określenie) na okazywane uczucia. Zawsze, gdy
wracałam do domu w okresie letnim i obie dziewczynki były na zewnątrz, Alissa
pierwsza przybiegała do mnie i, kiedy już przestała się wspinać, podsuwała
łepek do pogłaskania i nos do pocałunku. Gdy podbiegał Piesio, odpychała go
brutalnie, co przy jej masie nie było problemem; była ponad 2 razy większa od
mojej małej psinki. Nieraz się złościłam na nią i ją odsuwałam, żeby przywitać
się z Piesiem, a ona i tak się wpychała między nas. Był w niej jakiś głód
uczucia, akceptacji; chyba podobnie jest u dzieci z sierocińca adoptowanych
przez ludzi, że chcą być tymi najważniejszymi, najbardziej kochanymi. Może
właśnie dlatego przywiązywałam tak dużą wagę do naszego wieczornego rytuału;
chciałam, żeby wiedziała, że ją kocham i czułą się pewnie.
Często, gdy siedziałam,
Alissa siadała obok i podawała mi łapę lub kładła mi ją na kolanach. Nie wiem
kto i kiedy nauczył ją tego gestu – opiekunowie na Paluchu, czy pierwszy
właściciel; przyszła już do mnie z tą umiejętnością. Czasami kładła też łepek
na kolanach i patrzyła wiernie w oczy. Cudna, słodka psica.
Nadmienić muszę uczciwie,
że nie tylko do mnie taka była. Moje koleżanki, czy sąsiedzi też bywali
podmiotem atencji Alissy. Jedna z moich koleżanek stwierdziła, że to dlatego,
że ona jest z ‘sierocińca’ i chce sobie zaskarbić uczucia ludzkie, żeby ktoś ją
polubił i przygarnął. Może było w tym trochę racji, w końcu Jola studiowała
psychologię…
Alissa bardzo ładnie
bawiła się z Piesiem w domu. Piesio jest wielkości basseta (basset bleu de
Gascogne ze zgrabniejszą główką i krótszymi uszami), a sunia była wysoka – 90
cm w koniuszkach dość dużych uszu (podejrzewam, że była krzyżówką doga z
wilczurem), więc w trakcie zabawy kładła się na dywanie lub podłodze i tarzały
się podgryzając i warcząc. Piesio często gryzł ją w pięty, ona też nie
pozostawała mu dłużna. Bardzo lubiłam je obserwować w trakcie tych pojedynków.
Gdy wychodziłyśmy na
spacer w pole nie bawiły się wcale.
Alissa podskakiwała do Piesia, niby go zachęcając do zabawy, niby
strasząc, ale Piesio najczęściej tylko warczał na nią.
Alissa miała kilku psich
kolegów, z którymi bardzo ładnie się bawiła w trakcie spacerów. Jednym z nich
był Nano, w jednej czwartej wilk i wyglądający zupełnie jak ten leśny drapieżnik.
Gdy był sam, bardzo fajnie bawił się z sunią; ganiali po polach, ścigali się,
czasem tarzali w błocie. Byli zbliżeni wzrostem i posturą i przyjemnie ich było
obserwować w trakcie ich igraszek. Potem pani Nano przygarnęła suczkę hasky,
którą jakiś skurwiel zostawił przywiązaną do drzewa przy szosie i oba psy
utworzyły sforę, której moja biedna sunia nie była w stanie sprostać. Gdy
obydwa ją atakowały, była tak sponiewierana, że po pewnym czasie, gdy tylko
widziałam te psy w oddali, brałam Alissę na smycz, żeby jej nie męczyły. Milszym kumplem był Kacper, czarny długowłosy
pies (nie potrafię określić rasy, tyle ich teraz jest), nieco niższy od Alissy.
Kacper miał nieco krótsze nogi od mojej
suni, ale był bardziej zwrotny. Ich zabawy to była czysta przyjemność dla oka,
trzeba było tylko schodzić im z drogi.
Najmłodszym kolegą był Tengo,
wyrośnięty szczeniak husky, wyglądający jak srebrno-biała kula, który
przejawiał niespożytą chęć do zabawy. Uwielbiał wodę tak samo jak Alissa i
czasem razem pławili się w Niesieble, gdyż Tengo pił wodę tylko wówczas, gdy
znajdowała się na poziomie jego pysia.
Milo, staruszek wyżeł, już
nie miał ochoty na zabawy, ale zawsze chętnie nas witał w polach na spacerze ze
swym panem lub panią.
Carlos, piękny czarny
długowłosy owczarek niemiecki sąsiada z działki bawił się czasem z sunią, kiedy
przyjeżdżał z panem Adamem, ale często był ‘niedysponowany’. Carlos był
niestety przerasowiony i miał liczne dolegliwości wynikające z tego faktu.
Najbliższym kolegą był
Dropsik, piesek sąsiadów, który z uwagi na małe gabaryty, często dostawał wciry
od suni, tak więc, trzeba było pilnować, aby go nie sponiewierała. Dropsik miał
wiele dzielnego ducha w sobie i odszczekiwał się Alissie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz